Artysta czy urzędnik? Opowieść o inż. Józefie Stefanie Pomianie Pomianowskim

Artykuł dodany / Maj 8, 2012

w-PogoniJak pogodzić pracę artystyczną z codziennymi obowiązkami powiatowego inżyniera w szybko rozwijającej się miejscowości? Nie jest to łatwe. Miał okazję przekonać się o tym bohater niniejszej opowieści – Józef Stefan Pomian Pomianowski, architekt znany dziś głównie jako twórca zagłębiowskich kościołów.


Solidna edukacja

Urodził się 15 czerwca 1864 w Guberni Piotrkowskiej Powiatu Rawskiego parafii Wysokienice (obecnie wieś ta znajduje się w województwie łódzkim, w powiecie skierniewickim, w gminie Głuchów). Był synem Feliksa i Elżbiety (z Manuczewiczów). Feliks był właścicielem majątku Wojska, który w roku 1882 liczył sobie 604 morgi (w tym grunty orne i ogrody zajmowały 562 morgi, łąki 20 mórg, pastwiska 6 mórg – reszta nieużytki) a składał się z 7 budynków murowanych i 9 drewnianych. Był to więc majątek znaczny jak na owe czasy a sami Pomianowscy byli szlachtą mianowaną. Uczęszczał do słynnej Szkoły Realnej w Łowiczu, której początki sięgają wieku XV, a przez czas jakiś funkcjonowała jako Kolegium Pijarskie. Z archiwum szkoły wynika, że łowicka Szkoła Realna reprezentowała dobry poziom w zakresie nauk ścisłych i sporo jej absolwentów obierało jako dalszy kierunek nauki uczelnie techniczne bądź wojskowe. Obok omawianej przez nas postaci znamienny jest tu przykład Antona Denikina, słynnego białogwardyjskiego generała, który za namową dyrektora szkoły realnej we Włocławku – Lewszyna – przeniósł się w ostatniej klasie do Łowicza, by ukończyć tę szkołę w 1890 r. Powodem zmiany miejsca nauki miał być wyższy poziom nauczania w zakresie przedmiotów ścisłych wykładanych w łowickiej szkole realnej.
Pomianowski ukończył szkołę z odznaczeniem, a następnie wyjechał do Petersburga, gdzie studiował w Instytucie Inżynierów Cywilnych. Instytut Inżynierów Cywilnych w Petersburgu był uczelnią bardzo popularną wśród Polaków, ukończyli ją m.in. tacy architekci jak Eliasz Sidorski, Włodzimierz Sołowiew, Ksawery Drozdowski, Wilhelm Sroka czy Józef Moszyński (był także wykładowcą tej uczelni). Instytut powstał w 1832 roku i kształcił architektów i inżynierów budowlanych z myślą o pełnieniu przez nich w przyszłości funkcji budowniczych miejskich. Dlatego też dużą uwagę zwracano podczas nauki na przedmioty techniczne. Konkursy, do których mogli przystępować studenci, umożliwiały im zdobycie różnych stopni czynów urzędniczych. Pomianowski  ukończył uczelnię w roku 1889 (miał wtedy 25 lat) z medalem srebrnym, co dawało mu tytuł architekta klasowego drugiego stopnia z prawem do czynu XII klasy.

Młody inżynier wybiera Zagłębie Dąbrowskie

Dyplom inżyniera dawał wiele możliwości zatrudnienia, a absolwenci szkół technicznych byli na przełomie wieku XIX i XX o wiele bardziej przydatni niż artyści–architekci po uczelniach artystycznych, którzy nie posiadali wystarczających kwalifikacji z zakresu dziedzin inżynieryjnych do obejmowania posad urzędniczych. Dowodem na to był fakt, że ukończenie Instytutu Inżynierów Cywilnych dawało prawo do X klasy uposażenia, natomiast dyplom Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu tylko do XIV klasy. Architekci o wykształceniu politechnicznym łatwiej przyjmowali nowoczesne formy organizacji pracy, takie jak spółki oparte na zasadach partnerskich, czy biura projektowo-budowlane. Dobrym przykładem jest tutaj właśnie Pomianowski, o czym będzie mowa w dalszej części artykułu.
Wielu absolwentów Instytutu w Petersburgu zatrudniało się w charakterze miejskich budowniczych – Pomianowski wybrał prężnie rozwijające się Zagłębie Dąbrowskie.

Zamieszkał w Sosnowcu na ulicy Fabrycznej (dziś Małachowskiego). W spisie wyborców uprawnionych do głosowania w wyborach do Gosudarskaja Duma, z roku 1912, znajdujemy jego nazwisko pod numerem 2680. Pod numerem 2860 w innej liście, ale z tego samego okresu, znajdujemy nazwisko Pomianowski Aleksander Michajlow – przypuszczalnie był to jakiś bliski krewny naszego bohatera.
Równocześnie z uzyskaniem dyplomu podjął służbę w Urzędzie Miasta Będzina na stanowisku inżyniera powiatowego. Funkcję tę piastował do roku 1905. W tym pamiętnym dla Zagłębia Dąbrowskiego roku (przypomnijmy, że w tym okresie miały miejsce liczne strajki a przez 10 dni istniała Republika Zagłębiowska) awansował na stanowisko budowniczego miejskiego w Sosnowcu. Urząd ten sprawował do roku 1917, kiedy to ze względów finansowych (o których będzie mowa w dalszej części artykułu) złożył rezygnację.

Miejski architekt

Jaki był zakres obowiązków miejskiego architekta? Na przykładzie Pomianowskiego można zauważyć, że w swojej pracy zawodowej zajmował się głównie bardzo przyziemnymi – dosłownie – tematami. Nie tylko więc wznosił strzeliste neogotyckie katedry ale potrafił pochylić się nad niszczejącymi zabytkami zagłębiowskiej ziemi. Ciekawy jest artykuł z Przemysłowo-Handlowego Kuriera Sosnowieckiego z roku 1902 dotyczacy zniszczenia części muru zamku będzińskiego, przylegającego do baszty zamkowej, co groziło jej zawaleniem: „(…) Przed paru miesiącami komisja archeologiczna zapytywała za pośrednictwem p. Gubernatora piotrkowskiego o stan murów, i inżynier Pomianowski dał wyczerpujące wyjaśnienie o stanie takowych, ostrzegając jednocześnie, że katastrofa może być w krótkim czasie spodziewana”.
Inne artykuły w prasie codziennej z początku 20 wieku, gdy Pomianowski pracował jeszcze w Będzinie, dają szerszy obraz działalności budowniczego miasta. I tak w grudniu 1904 roku „delegowany urzędnik kolejowy odbierał od komisji miasta, złożonej z Pana Prezydenta [Będzina], p. inżyniera powiatowego, sekretarza magistratu i dwóch obywateli grunta na szosę od kozackich koszar do mostu kolejowego przy szosie dąbrowskiej” (na marginesie: właścicielem koszar był w tym czasie Henrich Dietel).

Pomianowskiego kojarzymy dziś głównie jako projektanta okolicznych kościołów. 16 maja 1904 rozpoczęto kopanie fundamentów pod kościół pogoński, z całą pewnością Pomianowski występował tam jako autor projektu oraz nadzorujący budowę z ramienia Magistratu. W tym samym czasie z Petersburga przybył przedsiębiorca budowy sieci tramwajowej p. Wejsblat – łącznie z którym „magistrat w obecności p. inżyniera powiatowego warunki budowy omawiali i zmieniali niektóre paragrafy”.

Kolejne obszary działalności miejskiego architekta zaświadcza cytat: „W dniach 8 – 9 lipca 1904 Inżynieria Powiatowa Będzina dokonała pomiarów drogi od Będzina przez osadę czeladź do komory celnej Czeladź. Droga będzie przebudowana na pierwszorzędną. Buduje się też nowy most przez Brynicę pod Czeladzią.

Pracując już w Sosnowcu Pomianowski nadzorował kwestie budowlane w każdej niemal okolicznej osadzie. Świadczą o tym rozliczenia za przejazdy m.in. na Niwkę czy Środulę – poniżej cytat z pisma do magistratu z prośbą o zwrot wydatków:
Niniejszym proszę o zwrot wydatków za przejazd poza granicami Byłego M. Sosnowca i wydatków na najem pomocy dla robót niwelacyjnych i mierniczych stosownie do niżej przygotowanego wykazu:
1.         (1.04.1915) Do Modrzejowa na roboty [nieczytelne] b. komory – 3.95 rb 2 godziny.
2.         (3.04) Zapłacenie pomocy przy wymierzaniu linii dla ulicy Katowickiej przez posesję Mazura – 0.60 rb.
3.         (4.04) Zapłacenie pomocy przy pomiarowaniu przejazdu koło Magistratu 0.70 rb.
4.         (5.04) Zapłacenie pomocy przy pomiarowaniu przejazdu koło huty Ema oraz tamże niwelacji 1.20 rb.
5.         (6.04) Do Modrzejowa na roboty przy komorze 3.5 rb, 2 godziny.
6.         (10.04) Do Modrzejowa dla kontroli robót 3.75, 2.5 godziny.
7.         (12.04) Do Modrzejowa dla ustawienia tablic z nazwami ulic i na ulicę G…[nieczytelne] 4.50 rb., 3 godziny.
8.         (15.04) Do Modrzejowa na roboty 3.35 rb, 2 godziny.
9.         (17.04) Na Środulę dla obejrzenia studni 2.25 rb., 1.5 godziny.
10.       (10.04) Do Modrzejowa 3.75 rb., 2.5 godziny.
11.       (20.04) Zapłacenie pomocy przy niwelacji ulicy Głównej dla robót koło hoty Ema 1.25 rb.
12.       (25.04) Do Modrzejowa i na ulicę Będzińską 4.50 rb., 3 godziny.
13.       Do Modrzejowa na komorę i do szkoły 3.75 rb., 2.5 godziny.”

Warto tutaj podać informację dotyczącą dochodów architekta miejskiego w sosnowieckim magistracie. Otóż świeżo ukonstytuowany w roku 1902 urząd w Sosnowcu podał do publicznej wiadomości wysokości pensji jego urzędników. I tak zaprojektowany etat Sosnowieckiego magistratu (pis. oryg.) wygląda następująco (tylko wycinek): Architekt Miejski to urzędnik III klasy (rangi IXm pensji VIII). Pensja wynosi 600 rubli, na przejazdy 300 rubli.

Rysunki Józefa Pomiana-Pomianowskiego. Projekt budynku w Sosnowcu.
Źródło: Archiwum Państwowe w Katowicach

Budowniczy świątyń

Trzeba nakreślić też kilka słów o zrealizowanych projektach Pomianowskiego, o których najlepsze świadectwo daje lokalna prasa z tamtego okresu. W pierwszej kolejności opisane zostaną świątynie, budowane w przeważającej części w stylu ceglanego gotyku (jak to określił Stefan Szyller w Przeglądzie Technicznym 1919 Nr 51-51):

•           Kościół św. Jana Chrzciciela w Sosnowcu Niwce
„Plan na nowy kościół wykonał jak również i ogólną inspekcję przy budowie kościoła prowadził p. Pomianowski, inżynier budowniczy z Będzina. Kościół niwecki jest jednem z pierwszych dzieł p. Pomianowskiego, rokującego tak piękną przyszłość w zakresie budownictwa kościelnego.”
•           Bazylika Najświętszej Maryi Panny Anielskiej w Dąbrowie Górniczej
Wg kosztorysu tej budowy wynagrodzenie budowniczego wyniosło 2.400 rubli (w samym tylko roku 1901; do roku 1905 kwota ta wzrosła do 6700 rubli).
•           Kościół św. Joachima w Sosnowcu
•           Bazylika Najświętszego Serca Pana Jezusa w Strzemieszycach
„Plany świątyni zaprojektował w stylu wiślano-bałtyckim p. Stefan Józef Pomianowski inżynier budowniczy, znany z wykonawstwa kilku świątyń w naszem Zagłębiu”. Plany architektoniczne kaplicy – a później od 1906 roku kościoła filialnego i od 1911 roku parafialnego – przygotował inż. Józef Pomianowski, architekt powiatowy z Będzina. Koszty budowy ustalił on na sumę 14 447 rubli i 32 kopiejek. 22 lutego 1898 roku mieszkańcy Strzemieszyc Wielkich i Małych zaaprobowali zarówno plany architektoniczne jak i kosztorys budowy, który miał być nabyty wyłącznie z dobrowolnych składek wiernych, ale bez ograniczenia wielkości funduszów, należnych parafii w Gołonogu. Dnia 10 sierpnia 1898 roku władze rosyjskie ostatecznie zezwoliły mieszkańcom Strzemieszyc na budowę kaplicy zgodnie z przedstawionymi kosztami. Rok później, 25 sierpnia 1899 roku członkowie Komitetu Budowy zakupili za 1 550 rubli od Romana Mojchy 1,5 morgi ziemi w celu powiększenia placu pod budowę kaplicy. Pierwsze prace budowlane w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Dąbrowie Górniczej Strzemieszycach ruszyły jesienią 1900 roku (źródło: www.kuria.sosnowiec.pl).
•           Kościół św. Tomasza w Sosnowcu
Informacja z rocznika sosnowieckiego rocznik 1902: „Kronika bieżąca – Pogoń – Nowy Kościół. Plan kościoła w stylu gotyckim wykonał inżynier architekt powiatu będzińskiego, p. Stefan Pomianowski.”
•           Kościół św. Antoniego w Koziegłówkach
Zbudowany w latach 1903-1908, projekt Hugona Kudery a plany Pomianowskiego
•           Kościół p. w. Zesłania Ducha Świętego w Ząbkowicach
„Rozpoczęto w Ząbkowicach starania o wzniesienie świątyni na 3 tys. osób, która stanie w 1905 roku wg projektu inż. Pomianowskiego, który na konkursie na budowę Kościoła Zbawiciela w Warszawie otrzymał złoty medal poza konkursem.”
•           Kościół p.w. św. Stanisława w Czeladzi
Dwa pierwsze projekty tej świątyni (przedłożone pomiędzy 1900 a 1903 rokiem) zostały odrzucone przez powiatowego budowniczego, Pomianowskiego, jako nieudane. W Przeglądzie Technicznym nr 23/1913 (s. 328) znajduje się zapis z posiedzenie Komitetu Budowy: „Obecny na posiedzeniu p. Kuder podaje, iż prowadzi on roboty przy budowie nowego kościoła na wykonanych już fundamentach wg projektu p. Pomianowskiego, założonych w ten sposób, że dotykają one prawie rogu starego kościoła, który był przeznaczony na zburzenie i nie posiada artystycznej wartości”. W kalendarium budowy przedstawionym w inwentarzu całego majątku należącego do Kościoła rzymsko-katolickiego w Czeladzi sporządzonym w roku 1944 przez ówczesnego proboszcza ks. J. Sobczyńskiego) napisano: Budowniczy p. Pomianowski z Sosnowca nie zgodził się na robienie detalicznych rysunków, wobec czego postanowiono wyszukać innego budowniczego i polecić mu wykonanie tychże planów (6 kwietnia 1907).

Inne budowle:
•           Pałac Wilhelma w Sosnowcu w stylu neobarokowym

•           Mauzoleum Dietlów w Sosnowcu w stylu neoromańskim

•           Kamienice, m.in. przy Dekerta 6 w Sosnowcu oraz na rogu Kołłątaja i Sączewskiego w Będzinie

Bez wątpienia należy wspomnieć o konkursie na projekt kościoła Zbawiciela w Warszawie, w którym dzieło Pomiana odznaczono wielkim medalem złotym. Do realizacji w Warszawie nie doszło. Konkurs architektoniczny wygrał projekt Stefana Szyllera, jednak ze względu na zbyt wysokie koszty realizacji kościół wzniesiono według projektu, który zajął II miejsce (autorstwa zespołu architektów: Józefa Piusa Dziekońskiego, Ludwika Panczakiewicza i Władysława Żychlewicza). W Przemysłowo-Handlowym Kurierze Sosnowieckim znalazła się wzmianka o tym wydarzeniu (19.05-01.06.1901): „Za plan na Kościół Zbawiciela w warszawie otrzymał p. St. Pomianowski złoty medal za konkursem. Inż. architekt Pomianowski, jak wiadomo, wybudował wg własnego projektu świątynię w Niwce a obecnie buduje kościół w Dąbrowie Górniczej”.

Ciekawostką jest, że projekt Szyllera stał się podstawą do wybudowania kościoła p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP w Sosnowcu Sielcu. Ta realizacja jest niezwykle ciekawa, ponieważ jeszcze przed wbiciem pierwszej łopaty pod fundamenty był to temat „medialny” – mianowicie na łamach Kuriera Sosnowieckiego toczyła się interesująca dysputa dot. m.in. ziemi pod kościół, oceny planów architektonicznych, dziwnych zachowań niektórych członków Komitetu Budowy. Dla nas najciekawszy jest wątek wzajemnych replik Stefana Szyllera i Pomianowskiego – mianowicie pierwszy z architektów przedłożył Komitetowi swoje plany, które potem Pomianowski na łamach prasy skrzętnie zrecenzował. Głównym zarzutem popartym zestawieniami liczbowymi było to, że zbyt mało modlących widzi nawę główną siedząc w różnych częściach świątyni. Inne słabe punkty projektu, wg Pomianowskiego, to ciemny korytarzyk łączący prezbiterium z zakrystią i wysoka kopuła z wieżyczkami, która zmniejsza naturalnie wewnętrzną przestrzeń kościoła. Szyller odpowiedział na konkretne zarzuty ale jednocześnie rozpoczął tzw. „osobiste wycieczki w stronę Pomianowskiego”, np. dotykał strony estetycznej jego projektu pisząc: „liczne wieżyczki w jego [Pomianowskiego] projekcie mogą się też nie wszystkim podobać, a do taniości jego budowli chyba także się nie przyczyniają”. Pomianowski zareplikował: „w liście swoim (…) nie dotykałem zupełnie strony estetycznej projektu kościoła w Sielcu, stojąc na gruncie zupełnej bezstronności”. Inne korespondencje bohatera naszego artykułu informują nas m.in. o tym, że nie przedstawiał żadnych szkiców kościoła w Sielcu. Jednocześnie przyznaje, że otrzymał listownie od jednego z członków Komitetu Budowy prośbę o ofertę, którą jednak odrzucił. Ciekawe jednak jest to, że niejaki p. Herman w liście do Kuriera pisze: „Dziwne zaiste jednak  wydaje mi się, iż p. Pomianowski już po zakupieniu planów przez Komitet planów budowy wystąpił do tegoż z propozycją zwrócenia p. Szyllerowi kosztów za szkice, plany i kosztorys, (co wynosi obecnie 1100 rb.) obiecując natomiast zrobić nowe plany i prowadzić budowę kościoła wg tychże”.

 

 

Projekt kościoła w Dąbrowie Górniczej
Źródło: Przegląd Techniczny, 1904 r.

 

Człowiek renesansu

Równolegle z pracą w magistracie Pomianowski prowadził także prywatną praktykę budowlaną, był bowiem właścicielem przedsiębiorstwa „Pomianowski i Spółka”. Wzmianka o firmie znajduje się w zachowanej w Archiwum Państwowym korespondencji z niejakim Chrobokiem z Charlottenburg’a, dla którego Pomianowski wykonywał zlecone prace i nawet sądzili się o niemałe kwoty.

Inżynier Pomianowski pisywał także do Przemysłowo Handlowego Rocznika Sosnowieckiego – kilka sprawnie napisanych artykułów, dot. m.in. budowy parku w Będzinie oraz historii zamku, podpisana jest pseudonimem Stef.

Był także nasz bohater krzewicielem kultury w Sosnowcu – w Expresie Zagłębiowskim z roku 1996 na stronie 22 można znaleźć informacje dotyczace zalążków Grupy Artystycznej Zagłębie. Mianowicie: „[W Sosnowcu odbyła się] „pierwsza wystawa prac plastycznych odbyła się w grudniu 1903 roku. Wśród obrazów swój olejny pejzaż spod Ząbkowic eksponował miejscowy twórca K. Pomianowski. Nie mamy bliższych danych na temat miejsca ekspozycji ale wszystkie tropy wskazują na to, iż było to w domu inż. Pomianowskich, przy ówczesnej ul. Fabrycznej. (…)W roku 1921 [już po śmierci J. Pomianowskiego] zawiązał się Komitet Wystawy Obrazów w osobach inżynierostwa Pomianowskich”. Te fragmenty wskazują na to, że krewny Pomianowskiego, być może nawet syn, był artystą malarzem. Niestety brak dalszych tropów w tym temacie.

Pomianowski często bywał w Zakopanem, zawarł tam znajomość ze Stanisławem Witkiewiczem. W liście datowanym na 5 grudnia 1900 pisze do niego: „Po wyjeździe z Zakopanego rzucony byłem w taki wir pracy urzędowej, że o kwestiach artystycznej natury z konieczności musiałem zapomnieć”. Jednakże musiał znaleźć czas na opracowywanie detali do przebudowywanego w tym czasie kościoła w Dąbrowie (dzisiejsza Bazylika), gdyż prosi Witkiewicza we wspomnianym liście o przysłanie mu na adres „Katowice o/s Joks” „fotograficznych zdjęć motywów do detali rzeźb”, które ten będzie uważał „za godne polecenia”. Na zimę 1901 zaplanował Pomianowski wykonanie płaskorzeźby nad głównym wejściem – a dokładnie jej wykucie tak aby wiosną była zamurowana. Znajomość z Witkiewiczem zaowocowała m.in. rozetą w stylu zakopiańskim nad głównym wejściem do Bazyliki. Na uwagę zasługuje w liście dopisek „Brat ukłony załącza” – chodzi tutaj o znanego jezuitę filozofa Ludwika Pomian Biesiekierskiego, który był bądź to krewnym bądź przyjacielem Pomianowskiego. Interesujące jest także to, że obaj tytułują się herbem Pomian.

Wielka wojna

Lata wojny odcisnęły swe piętno na mieszkańcach Sosnowca, nie inaczej było w przypadku miejskiego budowniczego. Już w sierpniu 1915 roku skierował do sosnowieckiego magistratu prośbę o podwyżkę. Oddajmy mu głos (pisownia oryginalna): „Do Magistratu m. Sosnowca, 10.08.1915. Jako Inżynier i Budowniczy m. Sosnowca pobieram z Kasy Miejskiej miesięcznie: 75 rb. pensyi (po potrąceniu 5 rb. na emeryturę), 25 rb na rozjazdy, 10 rb na utrzymanie biura, pomoc, materiały piśmiennicze i rysunkowe i 25 rb na najem dwóch pokoi pod Kancelarię. W normalnych czasach, gdy exystencja moja opierała się na dochodach z prywatnej praktyki, razem wzięta suma 75+25+10=80 rb [błąd w obliczeniach!] zaledwie wystarczala na rozjazdy i materiały dla kancelaryi, dziś zaś, gdy wszystko podrożało, gdy często dziennie na konia muszę wydać do 6ściu rb:, gdy obarcza mnie najem robotników dla studiów na gruncie, albowiem jeden dróżnik wyjechal, a drugiego usunąłem przed wojną – to rachunek z ostatnich miesięcy wykazuje, że nietylko nie pobieram żadnej pensyi, lecz przeciwnie dopłacam do zajmowanego stanowiska.” W piśmie wskazuje dalej Pomianowski na fakt, iż zamiast spodziewanej podwyżki, urząd miasta udzielił niektórym urzędnikom pożyczki, o którą de facto nie występowali. Podsumowaniem jest: „by owa suma figurująca w protokule posiedzenia Zarządu jako pożyczka była przeniesiona na conto wpłaconych w części podwójnej pensyi z dodatkami za rok obiegły należących mi się zgodnie z przejazdami za czas w okresie wojny. Niezależnie powyższego proszę by od 1 sierpnia r.b. pensja moja łącznie z dodatkami na rozjazdy i kancelarję w jednej sumie, jak również technicznego konduktora Henryka Łaszczewskiego była podwyższoną do rozmiarów umożliwiającycyh exystencję, gdyż nadal pełnić de facto honorowo tych czynności nie jestem w stanie”. Znamienne jest, że Pomianowski w równej mierze troszczy się o „exystencję” swojego współpracownika Łaszczewskiego, który potem, uprzedzając fakty, przejmie jego obowiązki. Podania o podwyżkę, wypowiedzenia i ich wycofywanie miały miejsce przez cały rok 1915 i następny. Szczęśliwie dla Sosnowca zawsze udawało się zażegnać ostateczną decyzję odejścia ze stanowiska. Śledząc tę korespondencję oddajmy teraz głos Stefanowi Szyllerowi, który w Przeglądzie Technicznym (1919, nr 51-52) zamieścił krótką notkę o Pomianowskim w: „Gdy wskutek zastoju budowlanego wywołanego przez wojnę nie mógł zajmować się architekturą, poświęcił się wyłącznie malarstwu, które i przedtem uprawiał z zamiłowaniem, wystawiając swe obrazy w Krakowie i w Warszawie. Śmierć przedwcześnie przerwała pracowity i pożyteczny dla architektury naszej żywot tego inżyniera artysty”.

Pomian rozstaje się ze światem

Józef Stefan Pomian Pomianowski zmarł w Sosnowcu 21 września 1919 roku. Z aktu zgonu dowiadujemy się, że śmierć nastąpiła o godzinie dziewiątej rano a zaświadczają o tym Wincenty Walery Kozielski i Lewandowski pisarz. Kurier Sosnowiecki w numerze z 23 września tegoż roku zamieścił nekrolog: „W niedzielę, 21 września, rozstał się z tym światem w 55 roku życia Stefan Pomian Pomianowski – Inżynier Architekt, Artysta Malarz, b. Inżynier miasta Sosnowca. nabożeństwo żałobne odbędzie się we czwartek, 25 bm. o g. 10 rano w Kościele Parafialnym w Sosnowcu a następnie zaraz po nabożeństwie wyprowadzone na dworzec kolei warszawsko-wiedeńskiej, na które zapraszają krewnych, znajomych i przyjaciół pogrążeni w ciężkim smutku Żona [Stefania – dop. ML], Córka i Syn”.

W gazecie Iskra z dnia 3 października 1919 znalazły się z kolei podziękowania za udział w pogrzebie Stefana Pomianowskiego: „Wszystkim, którzy wzięli udział w odprowadzeniu drogich nam zwłok ś.p. Stefana Pomianowskiego składamy serdeczne podziękowania. Żona, Córka i Syn”.  W Archiwum Państwowym dostępna jest następująca notatka: „Magistrat w Sączowie zaświadcza, że ś.p. Józef Pomianowski zajmował stanowisko Budowniczego Miasta Sosnowiec od dnia 3.04.1906 starego stylu do dnia 17.01.1917”. Na koniec natomiast zacytujmy notatkę z Kuriera Sosnowieckiego, która jest świetnym podsumowaniem działalności Józefa Stefana Pomianowskiego w Zagłębiu Dąbrowskim: „Dowiadujemy się, iż p. J. S. Pomianowski, inżynier cywilny, ustąpił z zajmowanego stanowiska budowniczego miejskiego miasta Sosnowca. P. Pomianowski, znany w szerokich kołach społeczeństwa miejskiego, zaznaczył technicznie swoją działalność szeregiem prac konkursowych; wg jego projektu budowano okoliczne kościoły (Dąbrowa, Zagórze, Strzemieszyce, Niwka i inne). W wybitnym przedstawicielu budownictwa polskiego miasto nasze traci wytrawnego pracownika, obeznanego z potrzebami miasta, ich stroną techniczną, oraz jednego z tych nielicznych, którzy byli za oględnym szafowaniem grosza publicznego w gospodarce miejskiej i za bezwzględną walką z wyzyskiem.”

 

Projekt kościoła św. Tomasza Apostoła na Pogoni
źródło: Przegląd Techniczny, 1904 r.

 

Pomimo dużych zasług dla zagłębiowskiej społeczności, jest to postać wciąż jeszcze mało znana, w szczególności z działalności pozazawodowej. Z nekrologu wiadomo, że Pomianowski był również rzeźbiarzem i malarzem, ale niewiele jest o tym informacji. Jedynym jak dotąd śladem wystawowej działalności Pomianowskiego, mimo kontaktu z muzeami i galeriami Warszawy i Krakowa, jest informacja o prezentacji 8 projektów kościołów w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie w 1904 roku. Niestety brak jest informacji, jakie konkretnie to były projekty.

Miejmy tylko nadzieję, że doczeka się Pomianowski odpowiedniej pamięci o swojej działalności i zasługach dla Zagłębia Dąbrowskiego.


Bibliografia:

Przegląd Techniczny 1919 nr 51-51, 1921 nr 51

Przemysłowo-Handlowy Kurier Sosnowiecki 1901-1904

Iskra 1921 nr 32

Zbigniew Jan Białkiewicz, „Kościół pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Czeladzi”, Muzeum Saturn w Czeladzi 2010

M.Omilanowska – Stefan Szyller. Warszawa 1995

http://lo1lowicz.pl

Katalog prac wystawionych w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w

Warszawie w latach 1860-1914 / Janina Wiercińska ; Instytut Sztuki

Polskiej Akademii Nauk. – Wrocław [i in.] : Zakład Narodowy im.

Ossolińskich, 1969.

Listy o stylu zakopiańskim 1892-1912. Wokół Stanisław Witkiewicza. Kraków 1979.

Szczególne podziękowania dla księży z sosnowieckiej katedry

 

Marcin Lora

Sosnowiczanin w drugim pokoleniu, kocha Sosnowiec i wszystko co z nim związane. Pasją jego ostatnich miesięcy stała się postać inż. Pomianowskiego, czego efektem jest powyższy obszerny artykuł o życiu i działalności inżyniera w Zagłębiu Dąbrowskim.

 komentarze

  1. Anna Urgacz
    Maj 15, 2012 at 12:25 pm

    Pomianowskiego widzimy też przy współorganizowaniu pierwszego Klubu Esperantystów w 1906 roku, przy Warszawskiej 20 w Sosnowcu.

    • Anna Urgacz
      Maj 29, 2012 at 8:01 am

      Prywatne biuro Pomianowskiego mieściło się w Sosnowcu przy ulicy Małachowskiego 4. Niestety dom nie zachował się, dziś w tym miejscu stoją nowsze budynki.

  2. Maj 27, 2012 at 11:30 am

    W Nowym Sielcu, w pobliżu kościoła rzymsko – katolickiego pw. Niepokalanego Poczęcia NMP stoi skromna, wręcz malutka kaplica, o niezwykle jednak dekoracyjnej architekturze. Ta kaplica przez dziesiątki lat zanim wzniesiono monumentalne mury nowego kościoła (jego autorem był Stefan Szyller; projekt, a później jego realizacja napotkały na ogromne przeszkody, dzisiaj chyba większości Sosnowiczan nieznane) spełniała rolę parafialnego kościółka. Temat w wyjątkowo poszerzonej formie pozwoliłem sobie opisać na portalu internetowym „Poznaj Sosnowiec”. Niestety portal został już zlikwidowany. Może więc w kilku zdaniach pozwolę sobie ponownie przypomnieć postać księdza, który był niesłychanie bliski sercu wielu parafian.

    Już dzisiaj trudno ustalić autorowi z pamięci bardzo precyzyjną datę kiedy w tym malutkim romantycznym kościołku mieniącym się różnymi barwami w nurtach rzeki Czarnej Przemszy pojawił się ksiądz Marian Skoczowski. Były to jednak zapewne jeszcze pierwsze lata po 1945 roku. Przypominam sobie, że proboszczem w tej parafii był jeszcze wtedy ks. Cz. D., późniejszy proboszcz jeszcze wówczas sosnowieckiego kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, mieszczącego się przy ul. Kościelnej.

    Ten młodziutki ksiądz – wikariusz, niezwykle energiczny przy ołtarzu i na ambonie, niebywale też przystojny, przemawiał tak płomiennie i przekazywał tyle ciepłych polskich słów patriotycznych, że kościółek – kaplica już po pewnym czasie pękał od naporu parafian. Chodził jak na tamte czasy ubrany trochę wyzywająco jak to komentowali niektórzy osobnicy, którzy nagle zmienili, lub już ujawnili swe czerwone barwy – w koloratce, najczęściej odziany w jasny lekki bawełniany płaszcz i w wypolerowanych do połysku butach z cholewami. Był uwielbiany przez parafian. Z tego co zapamiętałem, to utrzymywał wtedy bardzo bliskie stosunki z kilkoma rodzinami z Placu Kościuszki, którzy prezentowali się inteligencją i kulturą ponadprzeciętną. Łączyły go wtedy też doskonałe stosunki z naszą rodziną. Wiedział doskonale, że nasza mama w czasach okupacji niemieckiej uczyła konspiracyjnie polskie dzieci wiary w Boga, ukochanie narodu Polskiego i Ojczyny.
    Wśród parafian, szczególnie tych zamieszkałych w fabrycznych blokach przy Placu Kościuszki już wtedy tajemniczo szeptano, że ten wiecznie uśmiechnięty przybysz to kapelan „partyzant”. To nie był więc zresztą przypadek, że przylgnął do niego pseudonim „ Maniuś partyzant”. Nasza rodzina raczej nigdy nie dopytywała ks. Mariana w jakich nie tak jeszcze dawno temu służył ugrupowaniach konspiracyjnych. To był temat tabu….To były bowiem jeszcze takie czasy, że lepiej było o drugim porządnym człowieku wiedzieć mniej, niż więcej…….. Podświadomie, co niekiedy też dyskretnie dawał do zrozumienia naszej mamie, jego patriotyczne korzenie wywodziły się z ugrupowania Armii Krajowej. Ale ta przynależność organizacyjna była w zasadzie tylko naszym czuciem i wiarą, niż czymś konkretnym. Już wtedy szeptano, że jest ponoć infiltrowany przez pewnych smutnych , ale niezwykle dociekliwych panów…….
    Pewnego dnia nagle zniknął, tak jak się nagle pojawił. Szeptano wśród znajomych, że dopomogli mu w tym jego przełożeni. To zapewne niesłychana popularność i polska prawdomówna dusza sprawiła, że został gdzieś pocichutku przeniesiony….. Autor zapamiętał jednak jego zawsze milutki serdeczny uśmiech i ciepłą polską dłoń, która niejednokrotnie ściskała moją malutką dziecinną drążącą z przejęcia dłoń…….. Takim Go po prostu na zawsze zapamiętałem……..

    Dopiero po latach, będąc już starym człowiekiem, nagle na nowo Go odkryłem. Okazuje się, że ksiądz Marian Skoczowski był kapelanem w stopniu kapitana w 25 Pułku Piechoty Armii Krajowej ziemi Łódzkiej. Szedł tak jak inni zawsze wierni Polsce patrioci na odsiecz „Powstaniu Warszawskiemu” – walcząc w ramach operacji „Burza” w Okręgu Łódź AK.

    Za bohaterstwo i wierność Ojczyźnie w latach 1939- 1945 odznaczony Orderem Virtuti Militari – VM V klasy. Dzisiaj podobno już nie żyje. Ukazała się jednak „pod patronatem Koła Środowiskowego 25 pp AK Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Łódź” książka p.t. Dzieje 25 pp Armii Krajowej, autorstwa żołnierzy tego pułku: Mirosława Kopy, Aleksandra Arkuszyńskiego i Haliny Kępińskiej Bazylewicz. Przedmową jest jak zwykle niezwykle patriotyczny tekst tego legendarnego już dzisiaj ks. pułkownika Mariana Skoczowskiego psed. „Ksawery. Na wielu zdjęciach tej książki można bez trudu odnaleźć też ks. kapitana kapelana z 25 PP AK.

    Piszę na gorąco, bardzo więc serdecznie przepraszam za pominięcie niesłychanie wiele wątków związanych z ks. pułkownikiem Marianem Skoczowskim psed. „Ksawery”.

    Serdecznie wszystkich internautów pozdrawia – Janusz Maszczyk

  3. Maj 27, 2012 at 11:40 am

    Serdecznie wszystkich internautów pozdrawia – Janusz Maszczyk
    Bardzo przepraszam za błąd ortograficzny.
    Napisałem : – „Wiedział doskonale, że nasza mama w czasach okupacji niemieckiej uczyła konspiracyjnie polskie dzieci wiary w Boga, ukochanie narodu Polskiego i Ojczyny”.
    Powinno być: – „Wiedział doskonale, że nasza mama w czasach okupacji niemieckiej uczyła konspiracyjnie polskie dzieci wiary w Boga, ukochanie Narodu Polskiego i Ojczyny”.
    Mam nadzieję, że to jedyny. Jeszcze raz bardzo serdecznie przepraszam.
    Janusz Maszczyk

  4. Artur
    Maj 27, 2012 at 9:38 pm

    Panie Januszu, niech Pan się nie przejmuje tym niewielkim błędem. Pana komentarz, tak jak poprzednie, jest bardzo ciekawy i mógłby być odrębnym artykułem. Powinien Pan zacząć publikować artykuły na stronie Klubu Sosnowieckiego.

  5. Marcin
    Sierpień 28, 2012 at 10:32 am

    Przegląd Techniczny 1920 nr 23:Sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia Techników w Warszawie za r. 1919 (XXI istnienia Btoiuarzyszenia). W d. 1 stycznia 1919 r. było członków 1779. Przyjęto
    w ciągu roku 392, ubyło zaś: a) zmarło 39, a mianowicie: (…) Pomianowski Józef.

  6. Kwiecień 26, 2013 at 9:27 pm

    Witam p.Januszu.Jestem członkiem Towarzystwa Przyjaciół Będzina.Przygotowałam kilka wieczorów z cyklu „Poznajmy naszych będzinian”. Bardzo chciałabym w nim pokazać mojego księdza „partyzanta”, który prowadił mnie do komunii świętej.Widzę że ma pan dużo wiadomości o nim Szukam jego śladów pobytu w parafiach. W Będzinie był tylko 7lat ale wszyscy go pamiętają. Bardzo proszę o kontakt, może mnie pan wesprze w moim projekcie Pozdrawiam.

  7. Maj 1, 2013 at 3:46 pm

    Szanowna Pani Toniu !
    Nie przeglądam na bieżąco wszystkich komentarzy publikowanych na portalu „Klubu Zagłębiowskiego”, stąd moje milczenie. Dopiero w dniu dzisiejszym, po południu, zostałem powiadomiony przez panią Redaktor z „Klubu Zagłębiowskiego” o dokonanym przez Szanowną Panią wpisie.
    Przechodząc jednak do meritum zagadnienia. Znam jeszcze kilka faktów z tamtych lat związanych z księdzem pułkownikiem Marianem Skoczowskim. Niektóre są drobne mogą więc tylko jeszcze ozdobić to co już dotychczas opublikowałem. Innych z pewnych względów nie przekażę. Cóż mogę Szanownej Pani poradzić?….. Zapewne kopalnią wiedzy i informacji jest książka, o której wyżej wspominam. Można ja pozyskać z biblioteki. Jakieś dwa, lub trzy lata temu, gdy funkcjonował jeszcze portal „Poznaj Sosnowiec”, a ja przekazywałem tam wiele informacji, w tym i o poruszanej sprawie, to starałem się pozyskać jeszcze więcej konkretnych faktów o tym zacnym i niezwykle oddanym naszej Ojczyźnie księdzu – pułkowniku. Jednak zarówno parafie kościelne jak i środowiska Armii Krajowej, gdy się do nich zwróciłem o pomoc, to potraktowały mnie tradycyjnie – po prostu z przysłowiowego „buta”. Byłem tym ogromnie wtedy zaskoczony i co tu ukrywać ogromnie było mi też wtedy przykro. Ale ponoć –według młodych – takie to jest już nasze życie…… Inne w blasku fleszy, a inne za kurtyną…..
    Jedynym więc źródłem informacji i to wprost olbrzymim – jak sądzę – jest tylko cytowana wyżej książka.
    Serdecznie pozdrawiam.

  8. Barbara
    Październik 22, 2013 at 10:12 am

    Jestem prawnuczką Józefa Stefana Pomian-Pomianowskiego.
    Stefan Pomian-Pomianowski został pochowany na starych Powązkach w Warszawie. Moja rodzina jest w posiadaniu kilku obrazów namalowanych przez dziadka. Z waszych artykułów dowiedziałam się więcej o moim pradziadku. Dziękuję.
    Pozdrawiam Barbara

  9. marcin lora
    Październik 24, 2013 at 8:02 am

    Co za wspaniała wiadomość! Jestem niezmiernie szczęśliwy, że odnalazła Pani nasz Klub – już napisałem do pani ws. ś. p. J. Pomianowskiego, mam nadzieję, że wkrótce Pani odpowie.
    Cieszę się, że obrazy Pomianowskiego zachowały się – jestem ciekaw jaki mają charakter – czy to historyzm czy inny styl.

1 komentarz

  1. Bardzo proszę Pana Janusza Maszczyka o kontakt.
    Syn żołnierza 25 PP AK i KWP.

Dodaj komentarz

© 2011 Klub Zagłębiowski
Designed by Wpshower / Powered by WordPress