Zarys biografii Jana Kiepury

Jan_Kiepura_1933

Biografię Jana Kiepury należałoby rozpocząć wspominając jego rodziców, gdzie się urodzili i jak doszło do tego, że osiedlili się w Sosnowcu. Ojciec Franciszek Kiepura urodził się 30 września 1877 roku we wsi Węglowice w powiecie częstochowskim. W wieku szesnastu lat wraz ze swoim starszym bratem Marcinem przyjeżdżają do Sosnowca szukać pracy i chleba. Uważali, że w osadzie górniczej jak nazywano kiedyś Sosnowiec będzie im łatwiej żyć. I tu się nie mylili, obaj znaleźli zatrudnienie.

metrykaAkt urodzenia Franciszka Kiepury

Kiedy Franciszek Kiepura ma już pracę i jest dorosłym mężczyzną do Sosnowca przyjeżdża młoda piękna żydówka o imieniu Mariam Neumanówna, córka Abrama i Rozalii urodzona 15.01.1884 roku w Pławnie, a wychowana we wsi Gidle. Po namowie przyjaciół oraz już poznanego Franciszka przechodzi na wiarę katolicką i przyjmując chrzest otrzymała nowe imiona: Maria Stanisława. W dniu 28.08.1901 roku Maria bierze ślub z Franciszkiem w kościele pw. WNMP w Sosnowcu w obecnej Katedrze. Początkowo małżeństwo zamieszkało w rejonie tzw. „lepianek” na Pogoni obok szpitalika dziecięcego (gdzie obecnie stoi budynek neofilologii przy ul Grota Roweckiego).

unnamedKiepurowie z dziećmi

Przed przyjściem na świat syna Jana małżeństwo zdobywa mieszkanie przy ul. Majowej 6, gdzie 16 maja 1902 roku przychodzi na świat ich pierwszy syn Jan Wiktor. Dwa lata po Janie rodzina Kiepurów powiększa się o następnego członka rodziny. Jest nim Władysław, zwany przez matkę do końca życia zdrobniale „Włodyjoskiem” lub „Masiupeckim”.

Kiepurowie przenoszą się na trzy lata do miejscowości Janów koło Częstochowy. Jan z bratem Władysławem uczęszczali do ochronki w Złotym Potoku w majątku hrabiego Karola Raczyńskiego, a ojciec Franciszek prowadził tam piekarnie do końca 1908 roku.

Budynek_narodzin_JanKiepuraDom przy ul. Majowej, gdzie urodził się Jan Kiepura

Sosnowiec_Mia_4Dom przy ul. Miłej (ob. Kiepury), gdzie mieściła się piekarnia Kiepurów

Następnie kupuje dom wraz z piekarnią przy ul. Miłej 4 w Sosnowcu. Nosi ona nazwę „Lech”. Od tego czasu obaj synowie wychowują się w kwaśnych oparach drożdżowego zaczynu ciasta, co pozostawia trwały ślad w drogach oddechowych Jana. Przechodzi on w życiu kilka operacji gardła i strun głosowych.

Po ukończeniu szkoły podstawowej Jan mając 10 lat zostaje uczniem siedmioklasowej Męskiej Szkoły Handlowej przemianowanej w okresie niepodległości na Gimnazjum Państwowe im. Stanisława Staszica. Mając 14 lat Jan wstępuje podczas I Wojny Światowej do Tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej, szkoląc się tam przez dwa lata. W 1916 roku pracuje jako członek Wolnej Szkoły Podchorążych. Wspomnieć też trzeba, że od 1911 roku Jan należy do harcerstwa, gra również w piłkę nożną w drużynie piłkarskiej „Wiktoria”.

W szkole wyniki nauki miał dobre jednak zachowanie naganne, nauczyciele nazywali go rozrabiaką… Jedno trzeba przyznać, że na zbiórkach harcerskich oraz podczas lat spędzonych w gimnazjum głos doprowadził do poziomu „klasy światowej”; śpiew był jego pasją. Koledzy nazywali go „Caruso”- czego on nie cierpiał. Kiepura śpiewał zawsze i wszędzie, nawet w ubikacji szkolnej gdzie młodzi palacze szli na „dymka”.

Na akademiach szkolnych śpiewał arie operowe. W 1919 roku Kiepura wstępuje do I-go pułku Strzelców Bytomskich formującego się w Koniecpolu pod Częstochową. Zostaje podoficerem wywiadu. Dołączają do niego koledzy z gimnazjum i brat Władysław. Biorąc udział w Powstaniu Śląskim Władysław zostaje ciężko ranny. Jan przywozi go do domu, gdzie brat powoli dochodzi do siebie. W 1920 roku znów obaj synowie wraz z ojcem biorą udział w powstaniu. Po powstaniu Jan powraca do Sosnowca, gdzie 19 czerwca 1921 roku kończy klasę maturalną. Wszystkie oceny miał dostateczne, tylko z religii dobry oraz poprawił zachowanie na bardzo dobry.

Kiepurowie Franciszek Kiepura z synami Janem i Władysławem

W tym samym roku za namową i przykazaniem ojca zapisuje się na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie 28 października rozpoczyna studia. Jednak po kryjomu uczy się śpiewu solowego u profesora Wacława Brzezińskiego. Koszt studiowania był bardzo wysoki, więc pieniądze rozchodziły się w mgnieniu oka. Po kilku miesiącach prof. Brzeziński odstąpił od pobierania opłat za lekcję śpiewu, natomiast kazał Janowi się ubrać i kupić sobie nowe buty, a dziurawe zostawić w sklepie. Po trzech latach nauki śpiewu profesor rekomenduje swego ucznia do Teatru Wielkiego w Warszawie. Przesłuchanie odbyło się w operze w lutym 1924 roku. Kiepura zostaje jej adeptem, natomiast Wydział Prawa zaniedbał całkowicie i został z niego usunięty, za co mu się bardzo oberwało od ojca. Ponieważ nieszczęścia chodzą parami, za swoją niesubordynację oraz przebijanie się swym głosem przez chór, w którym śpiewał, zostaje też usunięty z opery przez dyrektora Emila Młynarskiego.

Powraca do Sosnowca, a ponieważ był skłócony z ojcem, zamieszkał u swojego kolegi Mieczysława Szarugi na ul. Miłej. Mimo wszystko los mu sprzyjał i już po kilku dniach spotyka się w Sosnowcu z prof. Ignacym Warmuthem, który przyjechał na kilka dni do Sosnowca do przyjaciół. Poznanie to zaowocowało tym, że już po kilku miesiącach Kiepura śpiewa dzięki niemu we Lwowie w 1925 roku, gdzie Jan obchodzi swoje 23 urodziny. Śpiewa w operze „Fausta” Gounoda. Po kilku dniach już tą samą arię śpiewa w Operze Poznańskiej, odnosząc wielki sukces. Nie darując sobie usunięcia z Opery Warszawskiej powraca do niej i znowu staje przed dyrektorem Emilem Młynarskim. Tym razem zostaje zatrudniony już jako solista. Odnosi kolejne sukcesy w operach: „Fauście”, „Halce”, „Strasznym Dworze” i innych. Od tej pory Młynarski staje się wielkim przyjacielem Kiepury. W 1926 roku Kiepura wyjeżdża do Wiednia, Paryża i Mediolanu. Miasta te stanowiły wówczas najbardziej liczące się ośrodki sztuki operowej w Europie. W 1927 roku odwiedza Polskę, koncertując w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu.

Dla krótkiego odpoczynku odwiedza również Krynicę. Tu wpada mu do głowy pomysł, aby w tym mieście wybudować hotel. Pomysł ten realizuje za kwotę ponad 3 mln ówczesnych dolarów po kilku latach, nazywając go „Patria”, co po łacinie znaczy „Ojczyzna”. Staje się on drugim domem Kiepury w Polsce. W Krynicy zamieszkali rodzice Jana, pilnując i zarządzając budową, a potem hotelem. Spotykali się tu: hrabiowie, książęta, śpiewacy oraz przyjaciele Kiepury. Hotel otwarto na Boże Narodzenie w 1933 roku. Nadmienić można, że hotel zaprojektował architekt Bohdan Pniewski a nadzorem budowlanym zajął się inż. Zygmunt Protasiewicz, mąż aktorki filmowej Jadwigi Smosarskiej. Budynek ten został upaństwowiony przez władze PRL-u w maju 1949 roku i do dziś nie zwrócono go Kiepurom.

2Przed hotelem Patria

Lata 1930 – 1936 stały się latami wielkiej kariery filmowej Kiepury. Pierwszymi filmami z jego udziałem były; „Neapol Śpiewające Miasto”, „Pieśń Nocy”. Jesienią 1931 roku popłynął na dwa miesiące do Ameryki, śpiewając w Clivic Opera Company w Chicago. Powraca do Europy na zdjęcia do filmu „Zdobyć Cię Muszę”, „Pieśń Miłości”, „Kocham Wszystkie Kobiety”, „Dla Ciebie Śpiewam”, „Czar Cyganerii”, „W Blasku Słońca”. W tym okresie również śpiewa i koncertuje, stając się niesamowicie bogatym. Na jednym z planów filmowych, poznaje piękną śpiewaczkę i aktorkę węgierskiego pochodzenia Martę Eggerth, urodzoną w 1912 roku. Po dwóch latach zawiera z nią związek małżeński. Ślub odbył się w Katowicach 31 października 1936 roku, a przyjęcie weselne w hotelu „Monopol”. W 1940 roku Kiepurowie przenoszą się do Nowego Jorku. Z tego związku rodzą się dwaj synowie. Pierwszy Jan – Tadeusz ur. w 1944 roku, drugi Marian – Wiktor ur. w 1950 roku.

Jan i Marta wiele razem koncertują, rekord pobili wystawiając na Brodway-u ponad 900 razy operetkę „Wesoła Wdówka” Lehara. Jan był traktowany jak mąż stanu. Na jego koncerty przychodzili przedstawiciele konsulatów, ambasad, korpusów dyplomatycznych, między innymi: Francji, Ameryki, Anglii, Włoch, Japonii, Belgii. Wiele koncertów organizowanych było charytatywnych. Pieniądze Kiepura przekazywał na Muzeum Narodowe, na rzecz powodzian w Krynicy (dwukrotnie)na pomoc zimową dla najbiedniejszych, na odbudowę Wawelu w Krakowie, Fundusz Chopina, Fundusz Obrony Morskiej, Wojsko Polskie i wiele innych. Dla tych, których nie było stać na bilety Kiepura śpiewał z balkonów hoteli, w których mieszkał, z dachów samochodów, na stadionach itd… Dzięki transmisjom radiowym, płytom i filmom, stał się symbolem polskiej i europejskiej muzycznej kultury narodowej.

Jedno trzeba przyznać, Jan Kiepura miał szczęście do ludzi, bo karierę światową oprócz talentowi zawdzięcza również profesorom oraz przypadkowo napotkanym znajomym między innymi: Wacławowi Brzezińskiemu, Tadeuszowi Leliwie-Kopystyńskiemu, Adamowi Didurowi, Ignacemu Warmuthowi, dyr. Emilowi Młynarskiemu, Felicji Kaszowskiej oraz swojemu sekretarzowi Marcelemu Prawemu (1911 – 2003) i wielu innym. Były to przyjaźnie na zawsze, czyli do końca życia. Od początku 1938 roku Kiepura był związany z Metropolitan Opera w Nowym Jorku i w ogóle z Ameryką, z wyjątkiem sześcioletniej przerwy (1948-1954) kiedy to Kiepurowie przenieśli się do Paryża, występując w całej Europie. W 1946 roku przyjmują obywatelstwo amerykańskie. Wtedy gaża Kiepury wzrasta w oszałamiającym tempie, za koncert płacą mu 1000 dolarów, nie mówiąc już o operach. Prasa rozpisuje się i prześciga w znakomitych recenzjach. Kiepurowie śpiewają również w Ameryce Południowej: w Rio de Janeiro, Buenos Aires i w wielu innych.

W 1940 roku przyjeżdża do Ameryki również brat Jana, Władysław, zakłada rodzinę i mieszka tam aż do śmierci, czyli do 1998 roku. Rodzice Jana i Władysława nigdy nie chcieli opuścić Polski mimo namowy synów. Po wojnie Marta i Jan Kiepurowie bardzo pragnęli odwiedzić Polskę, rodzinę, Sosnowiec i śpiewać dla rodaków. Jednak czasy komunistyczne nie były sprzyjające dla przyjmowania artystów z zachodu. Kiepurom nie wydano wiz. Nie pozwolono im nawet przyjechać na pogrzeb ojca, który zmarł w Krynicy 2 lutego 1951 roku i tam został pochowany. Matka zmarła podczas okupacji 28 listopada 1943 roku w Końskich koło Kielc.

FranciszekKiepura1943Ciekawostka dot. życia religijnego Franciszka Kiepury

W prasie polskiej o Kiepurze ukazywały się paszkwile oraz fatalne recenzje. Gazety podlegające pod cenzurę komunistyczną starały się Go poniżać i zniesławiać. Były to artykuły wymyślane i wyssane z palca. Między innymi : „Przekrój”, Kobieta i Życie”, „Film” oraz radio i telewizja. Dopiero 7 września 1958 roku Kiepurom udało się odwiedzić kraj. Wówczas okazało się, że cała anty-kiepurowska kampania PRL-owskiej prasy nie była w stanie zmienić stosunku Polaków do swojego ulubieńca. Naród Polski nie zapomniał o Kiepurze. Lotnisko Okęcie pękało w szwach, kiedy Jan ukazał się w drzwiach samolotu i zaczął śpiewać, wiwatowaniu nie było końca. Następnie tłumy z lotniska zaniosły Kiepurę na rękach do recepcji. Kiepura śpiewał w Warszawie (z Wandą Polańską), w Krakowie w Hali „Wisły” z żoną Martą Eggerth, następnie w Poznaniu, Łodzi, Katowicach i Sosnowcu, przekazując uczniom Szkoły Muzycznej przepiękne słowa, które wpisane są w motto tej szkoły, a brzmią one „Trzymajcie Wysoko Sztandar Muzyki Polskiej”. Odwiedzili przy okazji serdecznych przyjaciół rodziny Kiepurów pp. Zagórskich w ich domu przy ul. Konrada 4. Przy szczególnie ważnych zdaniem artysty okazjach występował on z przywieszonymi na klapie fraku baretkami swoich odznaczeń. Tak było w Polsce. Kiepura został odznaczony m.in. Polskim Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta, francuską Legią Honorową, belgijskim Orderem Leopolda I oraz szwedzką Gwiazdą Polarną.

Jan i Marta Jan i Marta Kiepurowie

Do jeszcze jednego spotkania Jana i Marty Kiepurów z Polską i Sosnowcem doszło, ale już w Ameryce. Kiepurowie spotkali się z drużyną piłkarską „Zagłębia”. Zespół ten grał w mistrzostwach o Puchar Ameryki w 1964 roku. Zdobył jednak wtedy – jak pisze Mirosław Ponczek ( \”Męska piłka nożna w stuleciu miasta Sosnowca 1902 – 2002 \” , Sosnowiec 2002 ; M. Ponczek , A. Fryc , Dzieje piłki nożnej w Sosnowcu \”,Sosnowiec 2006 ;\”Jan Kiepura.Jego związki z piłką nożną.Przyczynek do biografii wielkiego artysty,\” Sport Wyczynowy\” 2002, nr 7 – 8 )- Puchar Interligi Amerykańskiej . Kiepurowie wraz z synem Tadeuszem byli na tym meczu. Kiedy pierwsza połowa meczu zakończyła się remisem, Kiepura wszedł do szatni i zmobilizował zawodników do lepszej gry słowami cyt. „Ja zdobyłem Amerykę głosem, a wy musicie ją zdobyć nogami”. Zawodnicy wygrali ten mecz z drużyną Grecką 1 : 0 i zdobyli Puchar Ameryki. To było ostatnie spotkanie Kiepury z Polakami.

W czerwcu 1966 roku podpisuje umowę z Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Rozpoczyna próby do opery „Carmen” Bizeta. Niestety nagła śmierć artysty przerywa to przedsięwzięcie. Umiera w poniedziałek przed południem 15 sierpnia 1966 roku w swym domu w miejscowości Harrison pod Nowym Jorkiem. Zgodnie z życzeniem artysty, aby Jego ciało spoczęło w Polsce, w dniu 3 września 1966 roku samolot z Jego zwłokami o godzinie 17.40 wylądował na płycie lotniska Okęcie w Warszawie. Zmarłemu towarzyszyła żona Marta i dwaj synowie. Wokół lotniska zgromadziły się tłumy. Trumnę przeniesiono do kościoła św. Krzyża. Po mszy świętej trumna ze zwłokami artysty wystawiona została w hallu Teatru Wielkiego. W sobotę odbył się pogrzeb mistrza. Podczas mszy, która odbyła się kościele św. Krzyża, artystę swym śpiewem żegnali Bogdan Paprocki i Bernard Ładysz. Następnie kryształową trumnę zapakowano w skrzynie z ciemnowiśniowego drewna. Trumna wraz ze zwłokami największego artysty świata spoczęła na Warszawskich Powązkach w Alei Zasłużonych. W pogrzebie wzięło udział ponad 100.000 ludzi. Pełną prawdę w PRL-u o sławnym śpiewaku i artyście ujawnia dopiero Jego pogrzeb oraz kondukt uformowany za jego trumną. W taki to sposób ocenia się bezinteresowną miłość człowieka do własnego narodu i Ojczyzny. Powązki uświadomiły wszystkim pozycję, jaką zajmował w świadomości społecznej Polaków. Dziś powstają na jego temat książki, wiersze, stawia mu się pomniki. O Kiepurze się po prostu pamięta, oby został na zawsze w naszej pamięci.

Grob_Jan_Kiepura_WarszawaPowazkiGrób Kiepury na warszawskich Powązkach

Po śmierci Jana, jego żona Marta Eggerth już za mąż nie wyszła. Jej kariera zaczęła się, gdy miała 10 lat w rodzinnym Budapeszcie, ojciec był dyrektorem węgierskiej filii Reichsbank-u, matka – śpiewaczką operową, po której niewątpliwie odziedziczyła talent. Zapewne za sprawą matki na scenie pojawiła się jako 11-latka, sześć lat później miała za sobą debiut w wiedeńskiej Staatsoper, gdzie chciano uczynić z niej gwiazdę pod warunkiem, że zajmie się nauką repertuaru mozartowskiego. Odmówiła, bo nigdy nie lubiła muzyki Mozarta. Mimo takiej decyzji już wkrótce była sławna, gdyż najwybitniejszy kompozytor operetkowy tamtych czasów, Emmerich Kalman zaproponował jej główną rolę w swym „Fiołku z Montmartre”, wystawionym w Wiedniu. Odniosła sukces i otrzymała zaproszenie do Berlina, a stolica Niemiec stawała się wówczas europejską stolicą przemysłu filmowego. To właśnie kino uczyniło z niej prawdziwą gwiazdę. W czasie pracy nad jednym z filmów poznała Jana Kiepurę, który również zrozumiał, że ta nowa dziedzina sztuki może zapewnić popularność, jakiej nigdy dotąd nie osiągnęli artyści operowi. Śpiewała pięknym sopranem, choć po śmierci męża – miłości jej życia, tenora Jana Kiepury zdruzgotana jego odejściem zamilkła na kilka lat. Za namową matki wróciła do śpiewania mimo podeszłego wieku (w 2012 roku ukończyła 100 lat) nadal koncertuje nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Akompaniatorem Jej od wielu lat jest młodszy syn Jana i Marty – Marian, kompozytor i pianista (Jego działalność ściśle związana jest z twórczością Fryderyka Chopina). W 1990 roku akompaniował Marcie Eggerth w Teatrze Wielkim w Warszawie podczas wspólnego koncertu.

W 2012 roku podczas swojej wizyty w USA prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Martę Eggerth Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP. Mówiła o sobie:– Jestem Żydówką po matce, Węgierką po ojcu, Polką po mężu, Amerykanką po miejscu zamieszkania. I jestem międzynarodowa jak wielu muzyków. Polskę darzyła specjalnymi względami. Nawet skończywszy 100 lat mówiła biegle po polsku, choć nigdy nie uczyła się naszego języka, poznała go dzięki mężowi. Odwiedzała nasz kraj kilkakrotnie, była na festiwalu w Łańcucie czy na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. Moniuszki w Warszawie. Podjęła też nieudane starania o odzyskanie obecnego budynku sanatorium „Patria” w Krynicy, który przed II wojną światową postawił Jan Kiepura. Marta Eggerth zmarła w czwartek 27.12.2013 r. w swoim domu w Rye koło Nowego Jorku w wieku 101 lat.

 

JKR

16 Comments

  1. Twój komentarz
    Nie znam przyczyny, dlaczego Szanowany Pan podpisuje się tylko imieniem ?… Czy to ma być wyraz jakiegoś symbolu ?… Tymczasem od nas, którzy w tym portalu też się „produkujemy” – delikatnie, ale jednak wymaga się imienia i nazwiska.
    Nie zamieniłem nigdy osobiście z Jankiem Kiepurą ani jednego słowa. Znali Go natomiast i to wprost doskonale moi wujkowie z Pogoni, z ul. Mazowieckiej – Gienek i Wacław Maszczykowie.
    Zdecydowanie jednak już więcej o nim usłyszałem (lata 1950-1955) od woźnego z Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica – Szanownego Pana Turlińskiego. Niestety, ale imienia tego przedwojennego jeszcze woźnego już nie pamiętam. Usłyszałem wtedy od Niego nie tylko sentymentalne wspomnienia, ale też gorzkie może incydentalne, ale jednak krytyczne słowa. Był to okres, gdy w „Staszicu” rozpowszechniony był cichy ale skuteczny zakaz wspominania choćby tylko jednym słowem o naszym mistrzu Janie Kiepurze. Możliwe więc dlatego mimo mych nagabywań, ówczesny pan profesor z wychowania fizycznego, o Janku nigdy nie chciał wspomnieć, ani jednym słowem, uciekał wręcz od tego tematu jak diabeł od świeconej wody. A znał ponoć Janka Kiepurę nawet lepiej niż woźny – Szanowny Pan Turliński. Przepraszam za skróty myślowe.
    Widziałem osobiście Janka Kiepurę, z odległości prawie 1,5 do 2 metrów w hali sportowej „Wisły”, w 1958 roku. Dostałem się wtedy do tej hali nie wykupując biletu, gdyż jako zawodnik koszykówki z pierwszej ligi ( Sparta Nowa Huta) też trenowaliśmy wtedy i rozgrywaliśmy mecze w tej samej hali, co i koszykarze z „Wisły”. Zresztą koszykarze z „Wisły” byli wtedy naszymi zamiennikami na wyjazdach (mecze odbywały się w popołudniowe soboty i poranne niedziele). Byłem wtedy w tej hali sportowej świadkiem pewnego incydentu. Opuściłem więc zawstydzony halę, zanim się zaczęła ta impreza, wraz z mym przyjacielem z Krakowa, też koszykarzem, i łapałem wtedy na Błoniach powietrze jak ryba wyjęta ze stawu. Ale to już opowieść na inne czasy.
    Wspomnienie o Janku Kiepurze odbieram niczym brylantową, bez najmniejszej nawet skazy perełkę. Mam więc jeszcze jedno pytanie?….. W latach 1936 – 1939 zweryfikowano wszystkich uczestników powstań śląskich i tak powstał : – „Spis powstańców śląskich, zweryfikowany przez Związek Powstańców Śląskich w latach 1936 – 1939”. W tym spisie jest ujęty mój wujek z Sosnowca i wujek mojej żony z Chorzowa. Nie mogę się tylko do licha jakoś doszukać, ani Janka, ani Władysława Kiepury. Możliwe, że popełniam jakiś błąd w trakcie wertowania tych list. Uprzejmie więc proszę o pomoc i podanie na, której stronie CI zacni powstańcy śląscy figurują.
    Władysław Kiepura po 1945 roku bywał w Polsce (rok ?) i rozmawiał kilkakrotnie wtedy z moim kuzynem, też śpiewakiem – barytonem, Zdzisławem Klimkiem (Zdzisiu urodził się w Sosnowcu ?), który wtedy mieszkał, zresztą nie tylko on, ale też inni śpiewacy, w Teatrze Wielkim i Operze Narodowej w Warszawie. Przepraszam za kolejne skróty myślowe.
    Niewątpliwie pan Jan Kiepura był wprost wybitnym śpiewakiem, ale jak wspominali to moi wujkowie, doskonale też potrafił dbać o własne interesy.
    I już na zakończenie. To dziwne, że tacy wybitni SOSNOWICZANIE, po śmierci zgodnie z ich ostatnią wolą, chowani są jednak bardzo daleko od ich ukochanego i pełnego romantycznych i sentymentalnych wspomnień Sosnowca. Możliwe, że tego zjawiska nie jestem w stanie pojąć, gdyż jestem prostym człowiekiem, po prostu zwykłym zjadaczem polskich ziemniaków i polskiego chleba.
    Z poważaniem – Janusz Maszczyk

  2. Twój komentarz
    Bardzo przepraszam, ale jeszcze kilkanaście minut temu, pod pięknie napisanym przez Szanownego Pana artykułem figurowało tylko imię. O ile się nie mylę to był podpis – Janek.
    Przepraszam nie czepiam się, jak się to powszechnie mówi drobiazgów, ale w tym przypadku czeka mnie jednak wizyta u okulisty.
    Serdecznie pozdrawiam.

  3. Interesujący artykuł i zdjęcia, szczególnie to domu przy ul. Miłej. Jakoś ie widziałem go wcześniej (zdjęcia oczywiście).

  4. Panie Januszu, podpis zmieniłam na życzenie autora.
    Kiepura znalazł się w jednej z gałązek drzewa genealogicznego autora, stąd jego skrupulatne badanie dziejów śpiewaka. Jak twierdzi, do naszych czasów wśród mieszkańców Węglowic można spotkać potoczne określenie niektórych mieszkańców z rodu Kiepura „śpiewok”.
    Dziękujemy za obszerwny tekst.

  5. Twój komentarz
    Szanowna Pni Aniu ! Pozwoli Pani, że jeszcze zanim odejdę z tego świata, ale na polskiej ziemi w mojej Ojczyźnie, a nie za granicą, to przekażę jeszcze coś, co mnie oddawana już dławi, dusi i nie daje też spokoju. Jednym bowiem budujemy pomniki, a o innych co ponieśli śmierć za nasza Ojczyznę zupełne zapominamy, a nawet wrzucamy ich niczym bezwartościowe śmieci do kosza zapomnienia. Oczywiście, że z mymi poglądami nikt absolutnie nie musi się zgadzać, ani absolutnie ich popierać. Przepraszam za ewentualne błędy ale jak zwykle piszę szybko, podekscytowany i na kolanie. Otóż !……
    Mój młodziutki kolega, który czasami, przez przypadek, czy roztargnienie trafia do mego katowickiego mieszkania, opowiada jakie to przed wojną, czyli za czasów naszej II Rzeczypospolitej, były w Sosnowcu wspaniałe, wręcz luksusowe restauracje i hotele. Połykając podane przez mą małżonkę pachnące cieple jeszcze ciasteczka i popijając je aromatyczną kawę, opowiada też wtedy o modnych damach i dostojnie kroczących obok nich mężczyznach, pięknych budowlach i arteriach naszego miasta Sosnowca. Moje odmienne sugestie irytują Go jednak. Dostrzegam to doskonale ! Nie trafiają bowiem do jego młodzieńczej wyobraźni opowieści, że bywało wtedy jednak nie tak uroczo i nie tak zabawnie, jak to nie wiem dlaczego, ale jednak zakodował w swym umyśle. O stawianych co dopiero wzdłuż ulicy 3 Maja budowlach, czy szalejącym potwornym bezrobociu, nawet nie chce słyszeć. Uważa, że to bzdury, zakodowane w mojej rozdygotanej starczej głowie. No cóż ! Nie jestem w stanie Go wówczas nawet przekonać, że bazuje na przekazach bajkowych, wręcz obarczonych mitami i legendami…… Mniejsza jednak z tym. A tu okazuje się, że rozkochany urokami Sosnowca Jan Kiepura, bierze ślub nie w swym Sosnowcu, tylko poza Brynicą w Katowicach, a później o dziwo, w tym samym mieście funduje też zaproszonym gościom poczęstunek. Przypuszczam, że wśród zacnych zaproszonych gości byli też wtedy jego dawni koledzy, czy przyjaciele z Sosnowca. I jak informuje ówczesna prasa ( dysponuję taką informacją prasową) już następnego dnia wraz z uroczą małżonką ponoć wyjeżdża do Berlina. Czy to jednak polega na prawdzie ?…. A może jednak zawitał też wtedy do swego wyśnionego Sosnowca, choćby tylko na kilka godzin, do jednego z tych wspaniałych i luksusowych hoteli ?….. No powiedzmy nie na kilka godzi, a tylko na godzinę……… Przecież warto było dopiero co poślubionej kobiecie z obcego kraju, pokazać to piękne i z takim sentymentem ponoć zawsze wspominane przez niego rodzinne miasto. Wszak to nikt inny a nasz chłopak z Sosnowca, z twojego Januszku „Staszica” – jak wzruszony wspominał to mój niedoinformowany dzidziuś.
    Niekiedy warto, by we wspomnieniach o tak wybitnym człowieku, znanym niemal na całym świecie, pokazać też jego drugą, tą prawdziwą – ludzką twarz. Wiem doskonale, że sam nie jestem bez błędów, których się później wstydzę, ale proszę mnie też zrozumieć, że o panu Janku Kiepurze wiem też coś więcej niż zostało to tylko napisane w tym artykule. Oczywiście, że nie są to opowieści szokujące, ale to był człowiek jeden z nas, z Sosnowca, a nie pomnik ze szczerego złota.
    I już na koniec. Aby zrozumieć poświęcenie i bohaterstwo mojego wujka i wujka mojej żony, którzy walczyli o wolny i niepodległy i zjednoczony z Polską Górny Śląsk, to wreszcie trzeba też przestać powielać niepotwierdzone nigdzie w dokumentach opowieści o innych Powstańcach Śląskich.
    Z poważaniem – Janusz Maszczyk

  6. Witam !!!
    kalendarz „Zagłębia Dąbrowskiego na rok 1913″ na str.78c podaje
    reklamę–cytuję—>”M.Kiepura-Warszawska piekarnia-Prosta 8a”<— koniec cytatu.Pytam kto zacz ów piekarz M.Kiepura ???
    a jeszcze jeden Kiepura mieszkał w Sosnowcu na (przedwojennej) ulicy Kordonowej utrzymywał się z gospodarstwa.
    Pozdrawiam JoteS
    P.S.kalendarz z 1913 jest Śląskiej Bibl.Cyfrowej

  7. M. Kiepura to może wspomniany brat, Marcin Kiepura? A może zupełnie przypadkowa zbieżność nazwisk?

  8. Twój komentarz Rozczarował mnie komentarz Janusza Maszczyka na temat nie żyjącego JANA KIEPURY.Za dużo w nim skrótów myślowych. z poważaniem Adam.

  9. Twój komentarz
    To już w ogóle jest wielki sukces, że potrafił pan Adam wyrazić swoje zainteresowanie tym niezwykle złożonym tematem – aż dwudziestoma słowami. Mnie natomiast Szanownego Pana skróty myślowe absolutnie nie rozczarowują.
    Z poważaniem – Janusz Maszczyk

  10. I niech tak zostanie ponieważ znałem osobiście pan

  11. I niech tak zostanie ponieważ znałem osobiście pana T. i prof.N. A.A.

  12. Jestem stałą czytelniczką ,,Klubu Zagłębiowskiego”. Niestety, w ostatnim czasie Klub zmienił swój charakter na niekorzystny. Brak jest artykułów opisujących miejsca, architekturę, ludzi, czy historie z życia Sosnowca. Stronę zdominowały artykuły jak i komentarze p. Maszczyka, który w sposób bardzo, ale to to podkreślam bardzo osobisty opisuje swoje przeżycia, myśli, odczucia przez co jego artkuły tracą swoją wartość poznawczą, a przedstawiają jedynie emocje tego pana. Luźne przemyślenia szanownego pana również zakłócają odbiór czytanego tekstu. Brakuje mi jak i zapewne innym czytelnikom tego portalu tekstów autorów, którzy niegdyś pisali świetne artykuły: Jak budowano osiedle „Piastów” w Sosnowcu-autorstwa Marcina Lory, Park Dietla w Sosnowcu-autorstwa Michała Wygody, czy Historia jednej kamienicy –autorstwa Anny Urgacz-Szczęsnej. Materiały powyższych autorów cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, co widać poprzez ilość komentarzy do ich artykułów. Swoim komentarzem nie mam zamiaru nikogo obrażać. Stwierdzam tylko fakt.

  13. Twój komentarz
    Króciutko ! Panie Adamie mnie Pan podpuszcza bym temat poszerzył, a sam kryje się w trawie, stosując tylko literki. Bardzo nieładnie !
    Odnośnie Pani Laury kwiecień – do tej pory milczącej czytelniczki. Przepraszam ale kolejna osoba chyba ukrywa swoje nazwisko. Szanowna Pani nikt nie ogranicza nikomu publikacji. Również Pani może – tak mi się wydaje – coś ciekawego napisać – czerpiąc wiedze nie ze swoich wspomnień, ale pozyskując ją, czy wręcz przepisują literka po literce tylko od innych. Gorąco zachęcam !
    Odnośnie mnie. Absolutnie nie narzucam się swoimi artykułami, by były publikowane na portalu Klubu Zagłębiowskiego. Absolutnie !
    Wręcz odwrotnie piszę to bardzo wyraźnie. Bardzo proszę Szanowną Panią Redaktor Anię Urgacz – Szczęsną, by już nie publikowała od tej poru ani jednego mojego artykułu. Jeszcze raz bardzo serdecznie o to Szanowną Panią Redaktor proszę ! Będę za to bardzo wdzięczny i zobowiązany.
    Z poważaniem – Janusz Maszczyk

  14. Artykuły Pana Janusza Maszczyka są równie cenione i komentowane, co teksty innych autorów. Mam nadzieję, że zmieni Pan zdanie i nadal będzie pisał dla serwisu swoje wspomnienia.

    Anna Urgacz-Szczęsna

  15. Twój komentarz
    Przepraszam piszę w pośpiechu i na kolanie.
    Wg. „Księgi pamiątkowej Staszica” z 1984 roku ukończył Szanowany Pan liceum jako rocznik 1962/63 wraz moją kuzynką Danusią Maszczyk, późniejszą docent dr habilitowany z Śląskiego Uniwersytetu Śląskiego – Wydział Socjologii. Możliwe, więc że wspólnie Szanowny Pan i Danusia uczęszczaliście do tej samej klasy ?…
    Odnośnie Szanownego Pana woźnego Turlińskiego. Ten kochany woźny, kiedy już ja kończyłem liceum był wiekowym staruszkiem i pod koniec już Go absolutnie nie widywałem w murach tej szkoły. Przeprowadziłem z tym Panem rozmowy i to wielokrotnie w jego dyżurce, która wtedy mieściła się naprzeciw sekretariatu szkolnego. Nie wiem co było powodem ale ten Pan bardzo mnie lubił i wyczuwałem, że Jego opowieści są niczym testament szkolny. Może był pewny, czy przewidywał to, że kiedyś to przekażę dalej nie fałszując jednak prawdy. Przepraszam uprzejmie, ale ten Pan bardzo mnie polubił. Stąd chyba brały się takie jego sentymentalne i romantyczne wspomnienia o szkole i znaczących uczniach. Mówił chyba prawdę, gdyż jako woźny miał bystry wzrok i widział to co wielu dzisiaj ze szkiełkiem w oku nie widzi, lub nie chce absolutnie widzieć, z różnych zresztą powodów.
    Z kolei nauczyciela z wychowania fizycznego to mógł Pan znać i to doskonale. O ile interesował Pana też sport wyczynowy, a nie tylko gimnastyka szkolna. Szkoda, że Pan nie rozwinął tego tematu, tylko się kryje pod literkami i delikatnie ale jednak mi przygaduje. Nigdy bym się tego po Panu nie spodziewał. Tym bardziej jako młodszym licealistą z tego samego „Staszica”. Ale cóż przecież takie jest to nasze życie.
    Na pożegnanie serdecznie pozdrawiam.
    Janusz Maszczyk

  16. Panie Januszu,
    proszę nie rezygnować z pisania na KZ! Pana artykuły są bardzo ciekawe i dzięki nim można się przenieść w wyobraźni do Sosnowca sprzed lat. KZ bardzo, ale to bardzo by stracił gdyby Pan odszedł. Proszę się nie przejmować komentarzem Pani Laury Kwiecień, bo jest on odosobnionym głosem.
    Pozdrawiam Pana serdecznie!
    Artur

Dodaj komentarz

© 2011 Klub Zagłębiowski
Designed by Wpshower / Powered by WordPress