Problemy z dyscypliną w 1 Pułku Strzelców Bytomskich w okresie dwudziestolecia międzywojennego na terenie Zagłębia Dąbrowskiego

75_pulku_piechoty 

Koniec pierwszej wojny światowej oraz rozpoczęcie walki politycznej o uznanie odrodzonego państwa polskiego zakończonej sukcesem na konferencji paryskiej w 1919 r. nie były finalizacją procesu reanimacji Rzeczypospolitej Polski. Jej władze stanęły przed całym zestawem różnorakich problemów, które były efektem 123 lat tzw. zaborów, z których części (austriackiej, niemieckiej (dawniej pruskiej) i rosyjskiej) miał powstać kraj, który ponad sto lat wcześniej został wykreślony z map starego kontynentu. Prócz spraw związanych z ekonomią i gospodarką, priorytetową kwestią była ochrona granic Polski. Jedną z nich była granica polsko – niemiecka. Górny Śląsk stał się przedmiotem sporu Polski i Niemiec. Ostatni z wymienionych krajów czynił starania aby region ten pozostał pod jego kontrolą. Innego zdania była część Ślązaków, która czuła się związana z Polską i chciała aby Górny Śląsk stał się częścią odrodzonego państwa polskiego. Pod tym względem sprzyjały im władze w Warszawie, które jak można przypuszczać liczyły na pozyskanie w obręb swojego terytorium przemysłowej części tegoż regionu. Do rozstrzygnięcia sporu używano zarówno argumentów politycznych jak i militarnych. Dopiero trzecie powstanie śląskie w 1921 r. doprowadziło do satysfakcjonującego dla Rzeczypospolitej rozstrzygnięcia. Do tego jednak momentu Górny Śląsk i sąsiadujące z nim Zagłębie Dąbrowskie pozostawały pod dwóch stronach granicy.

Śląscy ochotnicy chcący zaciągnąć się do tworzących się zrębów przyszłego Wojska Polskiego w 1918 r., przy pomocy Polskiej Organizacji Wojskowej nielegalnie przekraczali graniczną rzekę Brynicę, a następnie byli przydzielani do 7 Pułku Legionów. Jego 3 batalion stacjonował w Sosnowcu. Nowo wcielonych do pułku ślązaków kierowano do walki z przemytnikami w obecnej dzielnicy Czeladzi – Piaskach. Z czasem dochodziło także  do starć między żołnierzami pułku a niemieckim Grenzschutzem.

4 lutego 1919 r. Sztab Generalny w Warszawie polecił utworzyć 7 Batalion Strzelców z siedzibą w Częstochowie. Do jego sformowania doszło 20 lutego. Składał się on ze ślązaków, którzy opuścili Niemcy, w tym tych, których pierwotnie wcielono do 7 Pułku Legionów. Zakwaterowano ich w częstochowskich koszarach Zawady przy ul. Szkolnej. Niedługo potem, bo w tym samym roku, 7 Batalion Strzelców przekształcono w 1 Pułk Strzelców Bytomskich. Po utworzeniu pułku jego żołnierze byli rozmieszczeni m.in. w Zebrzydowicach, Kończycach, Bolesławcu i Olkuszu.

Na mocy rozkazu z 18 października 1919 r. dowództwo bytomskiego pułku przeniesiono z Olkusza do Sosnowca. 1 batalion pułku rozlokowano na linii od Cynkowa aż do Bobrownik. Sztab batalionu ulokowano najpierw w Siewierzu, a następnie przeniesiono go do Strzemieszyc. 3 batalionowi powierzono obsadzenie linii od Bobrownik do ujścia Białej Przemszy. Bytomski pułk był podporządkowany w tym czasie Dowództwu Frontu Górnośląskiego i dowództwu 12 brygady w Dąbrowie Górniczej.

26 października lekarz powiatu będzińskiego doktor Gosiewski skierował pismo do starosty będzińskiego, w którym informował go, iż 3 dni wcześniej zjawił się u niego lekarz epidemiczny z Siewierza – doktor Łączyński i powiadomił go, iż tamtejszy niewielki szpital epidemiczny znajdujący się w pobliżu urzędu gminnego został rozgrabiony przez żołnierzy bytomskiego pułku. Wojskowi z tej samej jednostki pozbawili także telefonu siewierski posterunek policji. Spowodowało to znaczne opóźnienie w meldunkach o chorobach zakaźnych, w tym przypadkach cholery. Lekarz z Siewierza zwrócił się do doktora Gosiewskiego z prośbą o interwencję w tej sprawie.

30 października dowództwo 3 baonu bytomskiego pułku strzelców wystosowało pismo do komisarza rządowego w Będzinie, w którym zarzucało mu bezprawne aresztowanie żołnierzy rzeźników z tegoż baonu, którzy na będzińskim targu dokonali zakupu bydła. Jednocześnie należy dodać, iż mieli oni dysponować ważnymi legitymacjami zezwalającymi im na rekwizycję. W dalszej części pisma dowiadujemy się, iż żołnierzy aresztowali Hallerczycy, którzy o zdarzeniu tym powiadomili dowództwo bytomskiego pułku. Nadawca listu miał pretensje do komisarza rządowego, iż to nie on powiadomił pułk o całym zajściu i powodach zatrzymania wojskowych.

10 listopada starostwo będzińskie odpowiedziało dowódcy baonu. Na początku adresat pisma został poinformowany, iż nie funkcjonuje obecnie urząd komisarza rządowego tylko starosty. Następnie została przedstawiona sprawa aresztowanych żołnierzy. Trójka uzbrojonych w karabiny wojskowych zjawiła się na będzińskim rynku, a następnie postanowiła zabrać znajdującą się tam jedną z krów. Jej właścicielka zaczęła krzyczeć, co poskutkowało zjawieniem się na miejscu zdarzenia policjantów. Żołnierze wytłumaczyli funkcjonariuszom, iż dokonują zgodnej z prawem rekwizycji. Policjanci nie byli jednak do końca przekonani ich tłumaczeniem. Razem udali się do lokalnego komisariatu policji. Tam żołnierze okazali komisarzowi policji wspomnianą wcześniej legitymację do prawa rekwizycji. Problem w tym, iż był to dokument z prawem rekwizycji bydła w Olkuszu a nie w Będzinie, a na dodatek ze starą datą. Wobec zaistniałych okoliczności skontaktowano się z komendą garnizonu, z którego wysłano patrol, który dokonał aresztowania wojskowych.

Nieco wcześniej bo 24 października zarząd dóbr Dobieszowice napisał do starosty będzińskiego, iż żołnierze 4 kompanii bytomskiego pułku, którzy dzień wcześniej zjawili się tam na kwaterach, kradną z kopców i pól kartofle. Według relacji wojskowi zjawiali się na miejscu kradzieży w kilka osób wraz z karabinami, wobec czego pilnujący pól stróże byli bezsilni. W jednym przypadku żołnierze oświadczyli, iż czynią tak na rozkaz oficera. Ten zaś powiadomiony o procederze oświadczył, iż nic o tym nie wie. Z tego samego dnia pochodzi pismo zarządu dóbr, w którym pisano o kradzieży drewna przez wojskowych z tej samej jednostki. Wobec zaistniałej sytuacji poproszono starostwo o interwencję.

Dwa dni później obradowali włościanie ówczesnej wsi Wojkowice Komorne. Zebraniu przewodniczył wójt gminy Bobrowniki (do której należały Wojkowice) – Andrzej Ferdyn. Głównym tematem było zachowanie kwaterujących tam żołnierzy bytomskiego pułku, którzy według wojkowickich chłopów dokonywali bezprawnych rekwizycji mienia, w  tym trzody chlewnej, bez jakiejkolwiek zapłaty dla jej właścicieli. W jednym przypadku kiedy nie chciano oddać wieprza, pobito żonę lokalnego włościanina – Stanisława Magiera oraz jego siedmioletniego syna. Innego wojkowickiego włościanina – Franciszka Polaka, który żołnierzom nie chciał oddać konia, zraniono bagnetami w prawą rękę, a jego syna pobito. W obu przypadkach żołnierze z bytomskiego pułku nazywali wojkowiczan polskimi świniami, a także używali sformułowań, jak to określono w piśmie, lżących religię katolicką.

27 października do dobieszowickiego majątku znajdującego się wówczas pod kuratelą Sądu Okręgowego w Sosnowcu, a z jego ramienia nadzorowanym przez Romana Lipskiego przybył ówczesny starosta będziński – Stanisław Pękosławski wraz z referentem – Czesławem Kowalskim. Starszy z półkompanii bytomskiego pułku nie pojawił się na spotkaniu, ponieważ miał być w tym czasie poza Dobieszowicami. Na miejscu przeprowadzono rozmowy o sytuacji w dobrach z kuratorem majątku Romanem Lipskim, rządcą Stanisławem Kordasą, polowym Pietrzykiem i stróżami: Sowińskim i Ferdynem. Warto w tym miejscu przytoczyć fragment dokumentu odnoszący się do strat poczynionych przez żołnierzy z bytomskiego pułku w dobieszowickich dobrach. Według zeznań wymienionych wyżej osób wynosiły one: kartofli 15 cetnarów, słomy ośm cetnarów, sosen (…) 40 sztuk. Wszyscy żołnierze byli oprócz wozniców uzbrojeni w karabiny i grozili użyciem oręża i aresztowaniem w razie okazywania najmniejszego oporu przeciw rabunku.

30 października właściciel domu w Czeladzi skierował pismo do lokalnego magistratu żądając usunięcia ze swojego lokum nieznanego pułku wojska. Chodziło tu najprawdopodobniej właśnie o pułk bytomski. Właściciel zaznaczył, iż jeśli jego wniosek nie zostanie zrealizowany, wówczas zobowiąże magistrat do odbudowy zniszczonych schodów, których naprawę wycenił na ok. 10 tys. marek.

6 listopada dowódca bytomskiego pułku w liście do starosty będzińskiego odniósł się do zarzutów stawianych żołnierzom z jego jednostki. Stwierdził, iż z siewierskiego szpitala (w czasie nieobecności tamtejszego lekarza) jedynie wypożyczono w skutek nagłej potrzeby kilka łóżek oraz sienników dla izby chorych żołnierzy pułku. Po powrocie doktora Łączyńskiego miał porozumieć się z lekarzem oddziału w kwestii wypożyczenia wspomnianych sprzętów. Siewierski lekarz prócz tego miał zaoferować wojskowemu lekarzowi możliwość korzystania z kamery dezynfekcyjnej. Po opuszczeniu przez oddział Siewierza wszystkie sprzęty zostały zwrócone miejscowemu szpitalowi. Co do telefonu to miał być on według dowódcy i tak zepsuty, więc i oni sami nie mogli z niego skorzystać.

Co się tyczy Dobieszowic to dokonane tam rekwizycje (ich wysokość według dowódcy pułku była zawyżona przez Lipińskiego) zostały spowodowane wyższą koniecznością. Rekwizycje odbyły się po stanowczych protestach kuratora majątku, który miał być zarówno w stosunku do bytomskiego pułku, jak i stacjonujących tam wcześniej Hallerczyków wrogo usposobiony. Kradzieże kartofli w porze nocnej miały być dokonywane przez ludność cywilną, co miał potwierdzić sołtys Wymysłowa. To samo dotyczyło kradzieży drewna.

Dowódca nie zgodził się także z zarzutem dotyczącym wałęsania się żołnierzy z bronią. Stwierdził, iż mają oni ją ze sobą tylko na placówkach i patrolach. Poza służbą broni ze sobą nie posiadają. Jeśli chodzi o kwestię pozyskiwania na potrzeby pułku bydła, prowiantu itp. to zaprzeczył on, iż dokonuje się tego drogą rekwizycji ale poprzez zakup. Zaznaczył także, iż wszelkie konflikty na linii pułk bytomski – ludność cywilna były spowodowane złą wolą mieszkańców i lokalnych władz. Tam gdzie stwierdzono winę wojskowych, zostały wobec nich wyciągnięte konsekwencje.

11 listopada czeladzki magistrat skierował do starosty będzińskiego pismo, w którym pisał, iż nadużycia popełniane przez stacjonującą w Czeladzi 10-ą kompanię Pułku Bytomskiego przeszyły już wszelkie granice. Żołnierze ze wspomnianej jednostki bez porozumienia z magistratem mieli zajmować samowolnie mieszkania. W godzinach nocnych trudnili się wraz z przedstawicielami społeczności żydowskiej przemytem. Dwa dni wcześniej, o godzinie 21.00 bez uzasadnionego powodu, rozpoczęli strzelaninę na ulicach miasta połączoną z biciem ludzi kolbami. Żołnierze żądali gaszenia w domostwach świateł pod groźbą strzelania w okna, w których będzie się świeciło. Siłą usunęli zebraną w kinematografie ludność czyniąc jednocześnie (…) tumult i hałas. W dniu następnym wiceburmistrz Czeladzi zauważył na ulicy kilka Żydówek trudniących się na co dzień przemytem, będących pod eskortą wojskowych. Natychmiast polecił dwóm miejscowym policjantom, aby je zatrzymali i zrewidowali. Ci odmówili twierdząc, iż gdyby próbowali to zrobić, wówczas towarzyszący Żydówkom żołnierze zaczęliby do nich strzelać. W dniu wysłania listu do starosty, do czeladzkiego magistratu zgłosił się żydowski kupiec Szyja Prajs skarżąc się, iż żołnierze nie płacąc zabrali mu 2 centnary ospy i 5 centnarów słomy. A kiedy domagał się zapłaty zagrożono mu pobiciem kolbami oraz bagnetami. Natomiast miejscowy proboszcz ks. Urbański żalił się, iż żołnierze włamali się do jego wozowni i wzięli ze sobą siano oraz słomę. Zwrócił także uwagę, iż wojskowi mijając kondukt pogrzebowy z towarzyszącym mu krzyżem nie oddają honoru co miało oburzać czeladzian.

2 grudnia 1 batalion bytomskiego pułku trafił do Grodźca (od 1975 r. dzielnicy Będzina; wówczas jednowioskowej gminy), Dąbrowy Górniczej i Zagórza (ob. dzielnica Sosnowca), 2 batalion znajdował się w tym czasie w Będzinie, a 3 batalion zakwaterowano w Sosnowcu.

11 grudnia Departament I Mobilizacyjno – Organizacyjny Ministerstwa Spraw Wojskowych w piśmie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych informował, iż polecił żołnierzy bytomskiego pułku winnych zarzucanych im czynów pociągnąć do surowej odpowiedzialności. Zostało także wydane zarządzenie aby pułk ten przenieść do Częstochowy. Jednakże 9 lutego 1920 r. pułk skierowano do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie przeszedł pod dowództwo Frontu Wielkopolskiego. Odtąd funkcjonował on jako 167 Bytomski Pułk Piechoty i podlegał 7 brygadzie rezerwowej w Grodzisku. W 1921 r. nazwę jednostki zmieniono na 75 Pułk Piechoty.

26 marca 1920 r. mieszkańcy kolonii Wesoła należącej do ówczesnej wsi Dobieszowice (wchodzącej w skład gminy Bobrowniki) – Wojciech Zięba i Józef Rabus skierowali pismo do starosty będzińskiego, w którym prosili o pomoc w uzyskaniu odszkodowania za zniszczenia wyrządzone w zabudowaniach będących ich własnością przez żołnierzy z 1 Bytomskiego Pułku Strzelców. Co ciekawe autorzy listu nadmieniali, iż w należących do nich zabudowaniach gospodarskich przed pierwszą wojną światową stacjonowała pograniczna straż rosyjska. Prawdopodobnie chodziło tu o element tzw. kordonu. Wspomniani Rabus i Zięba postarali się o odpowiednie osoby, które oceniły rozmiary zniszczeń i wyceniły koszt naprawy dokonanych przez żołnierzy szkód. A były to: miejscowy sołtys – Franciszek Garłowski, gospodarz – Jan Kantoch i wykonawca prac ciesielskich oraz murarskich – Wawrzyniec Garłowski. Według całej trójki żołnierze dokonali zniszczeń na sumę 96 780 Marek.

Starostwo będzińskie nie od razu zabrało się do rozpatrywania prośby Zięby i Rabusa. 19 kwietnia w piśmie do gminy Bobrowniki starostwo zaznaczyło, iż sprawą tą nie zajmie się do chwili przedstawienia jednego znaczka stemplowego za 4 marki. Jak widać statystyczny zjadacz chleba również w odrodzonej Rzeczypospolitej trafiał na biurokratyczną machinę.

14 października departament administracyjny województwa kieleckiego wysłał pismo do starostów, w którym została poruszona kwestia stosowania zapisów ustawy z dnia 8 kwietnia 1919 r. Dz. U. nr 31 dotycząca dostarczania kwater wojskowym. W piśmie departamentu znalazło się polecenie aby kwater udzielać tylko dla imiennie oznaczonych osób, w razie zaś gdy te osoby kwaterę opuszczą, aby natychmiast mieszkania względnie ich części /:także klucze:/ zwracać właścicielowi mieszkania względnie domu. Jednocześnie zaznaczono, iż wspomniana ustawa (art. 7) uzależniała normę wynagrodzenia od stopnia wojskowego osoby zakwaterowanej i ustanawia opłaty na każdy dzień dostarczanego pomieszczenia, nie przewiduje zaś wynagrodzenia za kwatery faktycznie nie zajęte a będące tylko przetrzymywane w dyspozycji władz Wojkowych na ewentualną potrzebę.

2 listopada prezydium województwa kieleckiego skierowało do starostów prośbę, aby sprawy nadużyć ze strony wojskowych kierować bezpośrednio do dowództwa garnizonu, a w razie braku skuteczności zwracać się do stosownego Dowództwa Okręgu Generalnego. Tylko i wyłącznie w szczególnych wypadkach należało zwracać się wprost do władz województwa. Pismem tym chciano wyeliminować proceder zwracania się starostw w sprawie nadużyć wojskowych do kilku instytucji jednocześnie.

Opisany w artykule epizod w żadnym wypadku nie podważa ani tym bardziej nie przekreśla zasług jakie żołnierze tej jednostki odnieśli w ramach walki o wolną i niepodległą Polskę. A były one nie małe. Jednocześnie dokonania pułku pokazały, iż ślązacy to zarówno dobrzy patrioci, lojalni wobec państwa polskiego, ale też świetni żołnierze.

 

Niniejszy tekst został opublikowany w 2015 roku w VI tomie „Śląskiego Rocznika Fortecznego”

 

Na zdjęciu tytułowym Żołnierze 75 Pułku Piechoty. 1933 r. Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/75_Pu%C5%82k_Piechoty_(II_RP)#/media/File:75_pu%C5%82ku_piechoty.png

 

Dariusz Majchrzak

 

Bibliografia (wybór):

Źródła drukowane:

  • Archiwum Państwowe w Katowicach, Starostwo Powiatowe Będzińskie [1861] 1918-1939

Opracowania:

  • Przemsza-Zieliński J., Księga wrześniowej chwały pułków śląskich, T. 1, Katowice 1989
  • Hanke E., 1 Pułk Strzelców Bytomskich. Wspomnienia i dokumenty, Katowice 1968

 

Dodaj komentarz

© 2011 Klub Zagłębiowski
Designed by Wpshower / Powered by WordPress