W poszukiwaniu zaginionego miasta

herb1Artykuł dodany/ Listopad 13, 2012
Ile miast liczy dzisiaj Zagłębie? Na to pytanie każdy miłośnik regionu odpowie bez trudu: Będzin, Czeladź, Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec. Ktoś śmielszy wybiegłby może myślą po Siewierz, Zawiercie, a na wschodzie po Sławków i ziemię olkuską. Tymczasem dokładna znajomość naszej lokalnej historii wciąż jest niewystarczająca, pełna białych plam i nierozwiązanych zagadek. Spróbujmy zatem rozwikłać jedną z nich.
Zaginione miasto

Punktem wyjścia do dalszej historii jest – a jakże – Kantor-Mirski, ojciec słynnego twórcy teatru Cricot 2, przedwojenny monografista Zagłębia. W 1930 roku w jednym z sierpniowych numerów „Kuriera Zachodniego” opisując burzliwe dzieje będzińskiego raubrittera, burgrabiego Mikołaja Kornicz-Siestrzeńca, pisał: „Istniało wtedy w borach między Trzebieczką a Wiesiółką małe miasteczko o nazwie Wiesiołka i tu burgrabia przetrzymywał w ukryciu, pod strażą, córkę bogatego Żyda Froima z Będzina, słynącą z piękności Surę. Boczną drogą na Łosień doszedł wieczorem do Wiesiołki, zabawił się tu i podchmielony kazał przyprowadzić Żydówkę, posadził koło siebie każąc jej pić i czulić się do niego, a gdy odtrąciwszy go usiłowała uciekać, rozwalił jej piersi czekanem. Ostatnie jej słowa były: Bodaj Jehowa twoje wnętrzności dał krukom na pożarcie…”
Ciekawa historia, ciekawe narzędzie zbrodni – takie samo jakim niemal dwa wieki później Samuel Zborowski rozłupał głowę kasztelanowi przemyskiemu Andrzejowi Wapowskiemu. Ciekawy wątek żydowski, tak bliski Będzinowi. No i wreszcie ciekawe miejsce: „miasteczko o nazwie Wiesiołka”.

W opublikowanym w roku 1932 II tomie szkiców monograficznych „Z przeszłości Zagłębia Dąbrowskiego i okolicy”, przy opisie wsi Trzebyczka (Trzebiczka) Kantor pisał: „Na północ od wioski, w odległości niespełna 2 klm. istniało przed wojnami szwedzkimi i przed r. 1655 dość ludne miasto o nieznanej nazwie, które miał założyć pod koniec XVI wieku jeden z Mirzowskich herbu Gryf, pan na Mierzęcicach, Sadowiu, Chruszczobrodzie, Pińczycach, Benduszu i Benduszku. Miasto rozwijało się pomyślnie, dokąd znajdowało się pod opieką Mirzowskich. Gdy jednak ci opuścili Księstwo Siewierskie, a posiadłości ich przeszły częściowo w ręce biskupów krakowskich, a częściowo do Palczewskich, Podczaszych i Tymińskich, zaczęło chylić się do upadku. Nadszedł potop szwedzki, a z nim wszelkie nieszczęścia wojny, które nie oszczędziły miasta. Zostało spalone i zburzone, a resztki jego mieszkańców, które ocalały, zebrał biskup Trzebicki i ulokował tymczasowo na polanie leśnej, pobudowawszy nieszczęsnym chaty własnym kosztem. W ten sposób powstała nowa osada, którą od imienia biskupa nazwano Trzebiczką. Zburzone miasto już nigdy się nie odbudowało.”

Jak zawsze przy lekturze Kantora rodzi się pytanie – ile w tej historii jest prawdy, a ile twórczości literackiej? Prawdopodobnie autor zmyślił całą tę opowieść, skoro na łamach cytowanego już „Kuriera Zachodniego” istnienie miasteczka sytuował w początkach XV stulecia a o okolicznościach jego zagłady pisał w sposób następujący: po zamordowaniu Żydówki Sary „zerwała się straszna burza, gromy za gromami biły, wielkie drzewa padały z łoskotem a dworek zaczął chwiać się w posadach. Oszalały przestrachem Kornicz uciekał. Wtem zatrzęsła się ziemia, pękły ściany domu i zwaliły się domostwa a z miasteczka pozostała kupa gruzów. Ocalał tylko Kornicz ze swoją bandą (ludność uszła w lasy a potem zbudowała sobie osadę Wiesiołka na prawym brzegu Mitręgi.”

Rynek w samym środku lasu

Niestrudzony badacz dziejów Zagłębia nie poprzestał li tylko na przytoczeniu tych wątpliwych informacji, lecz postanowił sprawdzić je w terenie i odnalazł… rynek. „Pragnąc za wszelką cenę zbadać czy w legendzie jest coś z prawdy, przewertowałem najpierw kroniki parafialne w Chruszczobrodzie, lecz bez rezultatu. Następnie zacząłem śledzić za miejscem, gdzie przypuszczalnie owo miasto mogło stać. Naturalnie, że nie w myśli odnalezienia skarbów, które mieli mieszkańcy przed Szwedami ukryć w głębokich piwnicach, lecz jedynie w celu sprawdzenia, czy legenda ma jakiś podkład realny. Rozmawiając ze ś.p. ks. Liberą, proboszczem w Chruszczobrodzie, o słyszanej legendzie, dowiedziałem się, że miasto miało stać gdzieś w pobliżu leśniczówki zwanej Rynok (Rynek) i że właśnie nazwa leśniczówki, jak opowiadają starzy ludzie, wzięła swoje miano od śladów rynku owego zburzonego w czasie wojen szwedzkich miasta. Po tej rozmowie rozpocząłem poszukiwania, a równocześnie myszkowałem za dalszymi wiadomościami. W pewny upalny dzień lipcowy przed 5 laty [czyli ok. 1926 r.] wałęsając się po bagnach i piaskach nad Mitręgą, spotkałem pod Wiesiołką leciwego gospodarza, pasącego bydło. Wdawszy się z nim w pogawędkę o legendzie dowiedziałem się, że „gdy był małym chłopcem, to słyszał że w lesie za rzeką są ślady rynku, jakieś lochy i piwnice, w których znajdowano stare pieniądze – resztki jakiegoś cmentarza i że to wszystko zarosłe jest drzewiną i krzem niedaleczko od gajówki Rynok.” Gdy zapytałem go, czy tam kiedy był? – odpowiedział: „A byłem, byłem! pewnie będzie z 50 roków temu. Poszedłem szukać piniędzy i złamałem nogę, bo wpadłem do jakiś stary piwnicy. Od tego czasu trochę kuleję na nogę, jak pan widzi.” Na zakończenie rozmowy zapytał: „A po co to panu wiedzieć? Pewnikiem wedle tych skarbów i piniędzy! – ale nic z tego! złe je przysiadło. Był tu jeden gajowy – on też szukoł, no i co?! Wpod w jame i przepod. Jeszcze byłem małym chłopcem, ale pamietom. Nietrza tam chodzić, bo tam złe siedzi.” Ostrzeżenie staruszka nie pomogło. Poszedłem „za rzekę” w lasy, no i po dłuższym wałęsaniu się w nich, natrafiłem rzeczywiście na „ślady miasta” z legendy. Owe „ślady” zarosłe lasem i krzewiną, przedstawiają się jako prostokątne zagłębienia – po bokach prostokąta widnieją jamy, zarosłe zielskiem i zasypane gruzem. W pewnej odległości od tego miejsca znów widoczny obszar prostokątny. Pierwszy obszar prostokątny to ponoć rynek miasta, zaś jamy na jego bokach to piwnice, a obok gruzy, mają być reszta kim domów. Drugi obszar prostokątny, to według legendy ślady cmentarza. Rozgrzebując w kilku miejscach ziemię na „rynku” – dogrzebałem się w jednem miejscu na głębokości 70 cm okrągłych kamieni, ot coś w rodzaju bruku, zaś o kilka metrów dalej, na głębokości około 50 cm natrafiłem na dylowanie z drzewa okrągłego. Ot i wszystko co zdołałem „odkryć”.”
Tyle Kantor. Przytoczyłem niemal cały ustęp, bo zawiera ciekawe rzeczy i wynika z nich, że zagłębiowscy eksploratorzy mają swego zacnego prekursora.

Mirzowscy herbu Gryf

Aby rozwikłać zagadkę zaginionego miasta przyjrzyjmy się najpierw jego domniemanym właścicielom. Kim byli owi Mirzowscy herbu Gryf? Pierwszą zagadką jest ich stosunkowo rzadkie występowanie w herbarzach, co już „na dzień dobry” znacznie utrudnia wszelkie poszukiwania. „Stosunkowo rzadkie występowanie” jest wyrażeniem dość eufemistycznym jednak – w żadnym z dostępnych mi herbarzy nic o Mirzowskich nie znalazłem. Herb Gryf (wg Paprockiego: „Gryf biały w polu czerwonem, nos i nogi przednie złote”) zwany także Świeboda lub Jaksa (Jaxa) należy do najstarszych polskich herbów, którego legendarne początki tkwią głęboko w dziewiątym stuleciu. Jeden z protoplastów rodu, Jaksa herbu Gryf, w XII wieku ufundował i uposażył klasztor Bożogrobców w Miechowie. Nic w tej prastarej historii nie jest do końca pewne – ani pochodzenie Jaksy (możnowładca małopolski? książę pomorski? książę Stodoran?), ani dokładna data założenia klasztoru ani nawet czy można go uznać za protoplastę – wszak nie posiadał potomstwa. Inny znany przedstawiciel rodu to bliski współpracownik Bolesława Wstydliwego – Klemens z Ruszczy, po klęsce legnickiej wojewoda krakowski, a wcześniej, w 1228 roku, właściciel wspomnianej na wstępie Czeladzi. Do ważniejszych familii herbu Gryf należeli Mieleccy, Braniccy, Rożnowie, Latoszyńscy, Prochańscy, Zaporoscy, Ossowscy i wiele innych, wśród których jednak Mirzowskich XVI-wieczny herbarz Bartosza Paprockiego nie wymienia. Nie zna go Kasper Niesiecki, zaś Adam Boniecki doszedł ledwie do Madalińskich. Jedynie w „Herbarzu szlachty polskiej” Seweryna Uruskiego znajdziemy jakichś Mirzowskich, tyle że piszących się z Mirzowa gdzieś w Kaliskiem.

Herbarze zawiodły, trzeba sięgnąć do innej lektury. Tu z pomocą przychodzą nam różnego rodzaju słowniki, oparte często na niepublikowanych, rękopiśmiennych materiałach archiwalnych. Podane niżej informacje o Mirzowskich podaję głównie za „Słownikiem miejscowości księstwa siewierskiego” (osobiście preferuję pisanie nazwy księstwa – po 1434 roku – dużą literą, ale skoro autor tak chce, nie będę zmieniał tytułu jego książki) Zdzisława Nogi, tegoż artykuł w monografii „Siewierz, Czeladź, Koziegłowy. Studia z dziejów Księstwa Siewierskiego”) opisie parafii księdza Jana Wiśniewskiego (XXX) oraz „Słownikiem Geograficznym Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich”.

Pierwszym Mirzowskim, jaki pojawia się w źródłach pisanych, był rycerz Jan z Mirzowic (de Mirzouicz). W roku 1399 stanął jako świadek Klemensa z Grabowej herbu Przeginia, oskarżonego o pobicie i obrabowania rajczyni krakowskiej Klary Wierzynkowej (może wnuczki słynnego „restauratora” z czasów Kazimierza Wielkiego? – tego nie sprawdziłem). Damski to musiał być bokser, skoro nieszczęsną rajczynię potraktował głownią miecza, ale na szczęście znał się z naszym Gryfitą, dzięki czemu mogliśmy napisać ten akapit.

W dalszych kolejach losu rodu Mirzowskich trudno się zorientować, zważywszy że w każdym następnym pokoleniu był albo jakiś Jan, albo Mikołaj, a zapewne oba imiona występowały wśród braci jednocześnie. W roku 1441 Jan z Mirzowic, zapewne syn lub wnuk poprzednika, kupił … pobliski Chrusczobród, dzięki czemu już w roku następnym mógł się pisać jako dziedzic tej właśnie wsi.

Z kolejnym przedstawicielem rodu mamy pewien kłopot, którego bez zajrzenia do Archiwum Kapitulnego w Krakowie nie rozwikłamy. Był tam przed nami profesor Zdzisław Noga z Krakowa, ale coś w notatkach pomieszał, i o jednym z najważniejszych Mirzowskich raz pisze że to Jan, a raz że Mikołaj. Załóżmy że Mikołaj, gdyż tak podają też inni autorzy. Otóż w roku 1459 ten właśnie „szlachetny pan Mikołaj dziedzic Mirzejowic, starosta nasz siewierski, pragnąc przyczynić się do zbawienia dusz swych przodków i następców oraz udogodnić ludowi kościół, do którego ma daleko, kościół w swej wsi Chruszczobród pod parafią Siewior postawił pod wezwaniem Nawiedzenia NMP, św. Stanisława B.M. i św. Bernardyna, prosząc aby biskup dał erekcję temu kościołowi. Wspomniany dziedzic ów kościół uposaża: daje dom na plebanię, stojący przy postawionym już kościele, dwa łany kmiece wolne od ciężarów, łąkę zwaną Jacuszowską, dwie sadzawki: jedną na rzece Mitrandze niżej młyna na tej rzece zbudowanego i drugą naprzeciw kościoła leżącą…”. Ówczesny biskup krakowski Tomasz Strzempiński erygował nową parafię, włączając do niej kilka wsi. W roku 1472 dziedzice Mirzowic i Chruszczobrodu Jan i Mikołaj (może tutaj należy szukać przyczyny błędu prof. Nogi) powiększyli uposażenie probostwa.

Nie wszyscy się jednak cieszyli. W roku 1481 były proboszcz siewierski Jakub z Lipowca wystąpił wobec proboszcza w Chruszczobrodzie z pozwem, jakoby powstanie nowej parafii nie odbyło się zgodnie z prawem. Sprawa stanęła przed sądem biskupim, który uznał, że fundacja była legalna i oddalił zarzuty. A chodziło rzecz jasna o pieniądze – dziesięciny z wsi, które przeszły do nowej parafii, nie zasilały już kasy plebana w Siewierzu.
Ów Mikołaj chyba była ważniejszy (może starszy z braci) od Jana, on też występuję w długoszowym „Liber beneficiorum dieoecesis cracoviensis” jako właściciel Mirzowic z folwarkiem i 6 łanami kmiecymi. W swoim ręku skupił zresztą jeszcze Dziewki, rozłożone na 12 łanach Pieńczyce z „folwarkiem” oraz część Trzebiesławic, dając solidne podstawy pod rozwój rodzinnej majętności. Po raz ostatni pojawia się w źródłach w roku 1481, w aktach wspominanego przed chwilą procesu.

Na początku XVI wieku Mirzowscy byli – jak się zdaje – najbogatszą rodziną w Księstwie Siewierskim. Prawdopodobnie synem owego Mikołaja był Franciszek, zmarły ok. 1518 roku. Nawet sporo o nim wiemy, wszystko to, co w życiu mężczyzny najważniejsze: miał dwie żony (Elenę – pewnie Helenę – i Katarzynę) dzieci (Mikołaja, Jurka, Gabriela, Stanisława, Katarzynę i Elenę/Helenę) oraz dług u Macieja Piotrowskiego, starosty siewierskiego i sławkowskiego. Pierworodny Mikołaj musiał spłacić zarówno dług jak i liczne rodzeństwo, a nawet macochę, która – już jako pani Katarzyna Ujejska – upomniała się o swój dział. W 1523 roku, żeby tego dokonać, musiał zastawić część swoich dóbr, w tym gniazdo rodowe Mirzowice. Musiał być dobrym gospodarzem, skoro w 1527 roku wszystko spłacił, a rok później za 935 florenów sprzedał Mirzowice i Chruszczobród kuźnikowi z Ciszkówki Stanisławowi Podczaszemu. Nie wiemy co robił przez kilka kolejnych lat, ale pieniędzy nie przepił, skoro w 1534 nabył od Jędrzeja Czeszowskiego za 600 florenów, konia i 7 miar purpurowego sukna wsie Pieńczyce i Koclin, w roku 1544 od Jerzyka Ujejskiego otrzymał – jako zastaw – Bobrowniki i Biernacice.
Na tym informacje o Mirzowskich właściwie się kończą. Jeszcze w roku 1614 pojawia się niejaki Jan Mirzowski dictus Podczaszy, zapewne tożsamy z występującym równolegle Janem Podczaszym. Jeszcze w roku 1621 jako dziedzic Brudzowic występuje Mikołaj Mirzowski, ale to już naprawdę koniec.
(Jest właściwie jeszcze jedna możliwość – przetrwanie rodu w linii żeńskiej. Otóż ów Jan Podczaszy-Mirzowski h. Gryf miał córkę Zofię, która wyszła za Wacława Myszkowskiego h. Jastrzębiec, a to już była znaczna familia, której potomkowie żyją do dziś.)
Mogło być tak, jak opisałem wyżej, mogło być też zupełnie inaczej. Jak mówi znane powiedzenie: to było dawno i nieprawda. Że dawno to fakt, a informacje, jakie przetrwały do naszych czasów, są jak fragmenty niekompletnych puzzli. Co się stało z tak licznym rodzeństwem Mikołaja (siostra Katarzyna mogła być żoną Jerzyka Ujejskiego a Elena – młynarza Jakuba)? Gdzie dziś są Mirzowscy? Gdzie dziś są Mirzowice?
No właśnie, przyjrzyjmy się teraz rodowemu gniazdu naszych bohaterów.

Mirzowice

Pozostańmy przy tej nazwie, choć przez wieki ulegała ona pewnym zmianom: Mirzouicz (1399), Mirowicze (1443), Myrzewicze (1551), Mierzejowice (1787) – to tylko niektóre z nich. Według Kazimierza Rymuta jest to nazwa patronimiczna od nazwy osobowej Mirz (Mirogniew, Mirosław itp.). Pewnie tak.
Najstarsza zachowana wiadomość o Mirzowicach pochodzi z roku 1374. W tym właśnie roku książę cieszyński Przemysław Noszak przeniósł wieś z prawa polskiego na niemieckie. Ciekawe, że taki sam proces zastosował nieco wcześniej Kazimierz Wielki w przypadku królewskiego Będzina, z tym że tam chodziło o lokację miejską. W tymże 1374 roku właścicielami rycerskich Mirzowic byli bracia Maciej, Staszek i Adam. Ze względu na występujące naprzemiennie w rodzie Mirzowskich imiona Jan i Mikołaj, wydaje się, że owa trójka mogła należeć do innego rodu.
Wieś wymieniona jest w akcie kupna-sprzedaży Księstwa Siewierskiego w roku 1443. We dług „Liber Beneficiorum…” Jana Długosza posiadała 6 łanów kmiecych (w jednym z dokumentów mowa jest o 15 łanach, ale to najwyraźniej musiała być pomyłka; na 15 łanach osadzony był Chruszczobród). W późniejszych latach notowane są dwa stawy (sadzawki): „stary młyński” na Mitrędze oraz „pylny”. Koło stawu młyńskiego istnieć musiał jakiś młyn. W 1543 była tutaj kuźnia, ale to jedyna o niej wzmianka, więc funkcjonowała bardzo krótko. Dziesięcinę pobierał proboszcz w Chruszczobrodzie – tak podają akta wizytacji biskupich z lat 1598 i 1619.

W kościele w Chruszczobrodze pochowany został zmarły w 1698 dziedzic Mirzowic, podsędek ziemski siewierski Wacław Myszkowski (mąż Zofii z Mirzowskich, o czym pisałem wyżej). W kolejnych latach Mirzowice przeszły w ręce Przyłęckich, a to za sprawą ślubu dziedziczki Zuzanny Myszkowskiej i Stanisława Przyłęckiego. Po Przyłęckich, w drugiej połowie XVIII wieku, Mirzowice odziedziczył Józef Grabiański. Ciekawe, że zachowane dokumenty kościelne, w tym wspomniana już akta wizytacji, nie wymieniają Mirzowic jako wsi należącej do parafii Chruszczobród – najwyraźniej już w owym czasie nie była to samodzielna osada, a jedynie część Chruszczobrodu.

W XVIII wieku gdzieś nam te Mirzowice w źródłach znikają. Przedwojenni autorzy (Kantor-Mirski i ksiądz Wiśniewski) próbowali umiejscowić je w okolicach owego Rynku. Jakieś informacje mogą być ukryte przy opisach Chrzuszczobrodu, który u schyłku istnienia pierwszej Rzeczypospolitej podzielony był na 3 części: właścicielem jednej był Józef Grabiański, cześnik winnicki, drugiej Bogorja Zakrzewski, starosta i sędzia Księstwa Siewierskiego, a po nim – od roku 1790 – Jan Nepomucen Rogowski, cześnik siewierski, z żoną Ewą z Bierowskich. Trzecia część należała do parafii. Ksiądz Wiśniewski pisząc o trzech chruszczobrodzkich dworach podaje, że ten Grabiańskich położony jest na zachód (nie precyzując, niestety, na zachód od czego), Byszyńskich (?) na wschód, a trzeci, Rogowskich, nie wiadomo dokładnie gdzie. Najwyraźniej właśnie ten „zachodni” dwór to dawne, zaginione Mirzowice.

Do kwestii dworów jeszcze za chwilę wrócimy, teraz przyjrzyjmy się okolicznym lasom. W wydanych przez Władysława Semkowicza „Materiałach do słownika historyczno-geograficznego województwa krakowskiego w dobie Sejmu Czteroletniego” znajdujemy ciekawy ich opis, obrazujący ich stan u schyłku XVIII wieku. „Parafia Chruszczobród – pisze Semkowicz – posiada dużo lasów. Na północny wschód ciągną się one od Wiesiółki przed rzeczką Mitręgą ku północy, gdzie łączą się z lasami parafii Ciągowice i Siewierz. Północną ich granicę stanowi potok „Zimna Wódka” płynący od zarosłego stawu „Kulkow” ku zachodowi, gdzie między młynem chruszczobrodzkim, czyli mierzejowskim, a stawem kuźnickim, wpada do Mitręgi. Stawek ten, nazywany też „o graniczniku Stagnum Cruscinis” ma stanowić wschodnią granicę Księstwa Siewierskiego, która biegnie dalej na południe przez połowę stawu leżącego przy młynie wsi Wiesiółki. „czego znakiem jest kopiec prosto od młyna na stajanie ku zachodowi”. O przebieg tej granicy toczy się spór z dziedzicem wsi Wysokiej. [gatunki drzew występujące w tym lesie możemy pominąć, a dalej:] Na południowy zachód ciągną się od Wiesiółki, Głazówki i Knalówki aż do Tucznobaby wielkie lasy klucza sławkowskiego, łącząc się z lasem Rokitna, Niegowonic i Łęki. Brzegiem ich idzie granica Księstwa Siewierskiego, która biegnie dalej ku południowemu zachodowi rzeką Trzebyczką. […] Od Tucznobaby do Sikorki są tylko „krzaki sosnowe nieużyteczne, czyli zarośla na piaskach”. Krzaki te ciągną się od południa na zachód, gdzie łączą się z lasem Trzebiesławic, i od zachodu na północ „już donośne drzewo mające” aż po dwór Mierzejowice i do rzeczki Mitręgi, gdzie dotykają lasu spornego i łączą się z zaroślami i borem Gołuchowic. Na zachód od Chruszczobrodu rośnie w polu lasek sosnowy zwany „Brzeziny”. Na drodze z Chruszczobrodu do Wiesiółki, leży smug „Głęboki Dół”, uchodzący z lewego brzegu do Mitręgi.”

Tyle opis lasów parafii Chruszczobród. Tekst zawiera sporo nazw miejscowych, w większości istniejących do dziś, choć czasami – myślę – zapomnianych. Intrygujący jest ten potok „Zimna Wódka” – do dziś w lesie między Ujejscem a Chruszczobrodem jest maleńki, zarastający staw o takiej nazwie. Wiem, bo jeżdżę tamtędy na rowerze. Ale dla nas najważniejsze są teraz te dwie informacje: pierwsza o „młynie mierzejowskim” druga o dworze Mirzejowice.

A jednak wieś

Mirzowic dziś już nie ma. Ksiądz Wiśniewski w 1935 roku pisał nawet: „Nikt o nich nawet nie słyszał”. Znikły na przestrzeni XIX wieku. I to znikły do tego stopnia, że późniejsi historycy zaczęli je utożsamiać z… Mierzęcicami. Jako pierwszy ten błąd podał bodajże „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego…”, chyba za nim powtórzył go w cytowanym na wstępie fragmencie Kantor-Mirski, a ostatnio B. Ciepiela – ten ostatni, mimo iż wiedział, że to nieprawda. Są na szczęście stare mapy, w których kocham się od dzieciństwa, gdzie owe Mirzowice możemy znaleźć. Niestety, nie w okolicach leśniczówki Rynek, o której pisałem wyżej, ale nieco bardziej na północ.

Najstarszą mapą, na której przedstawiono „dwór Mierzejowice” jest „Mappa szczegulna Woiewodztwa Krakowskiego i Xięstwa Siewierskiego”, sporządzona w roku 1787 przez Pułkownika Wojsk Koronnych JKM Karola de Pertheesa. Dwór usytuowany jest na skraju Lau, nad rzeką Mitręgą, niemal przy końcu drogi łączącej bezpośrednio (nie przez Ujejsce) Wojkowice Kościelne z Chruszczobrodem. Droga ta niestety już nie istnieje – może jedynie w postaci którejś z polnych drużek.

 

Skoro już wiemy, ze od końca XVIII wieku, dawne Mirzowice – już jednak nie pod własną nazwą a jako część Chruszczobrodu – należały do Grabiańskich, chociaż pokrótce, bez głębszych badań genealogiczno-heraldycznych, powiedzmy teraz, co na ten temat wiemy. Wiek XVIII zna przynajmniej dwóch Józefów Grabiańskich, jeden pieczętował się herbem Starykoń, drugi Świeńczyc.

Jak wynika z tablicy nagrobnej, znajdującej się w chruszczobrodzkim kościele, w naszym przypadku chodzi o tego drugiego. Rodzina znana w województwie krakowskim przynajmniej od XVII wieku, jakiś Mikołaj Ludwik był w roku 1679 sekretarzem królewskim. Nie wiemy dokładnie kiedy ani w jakich okolicznościach Józef Grabiański odziedziczył Mirzowice po Przyłęckich. Po raz pierwszy jako „dziedzic części Chruszczobrodu” pojawia się wraz z żoną Agnieszką z Kmitów w roku 1760 – w tym roku urodził im się syn Franciszek. O ile w dokumenty kościelne nie wkradł się jakiś błąd, to w 1762 roku chrzcili kolejnych dwóch synów: Walenetego-Józefa-Macieja oraz Felicjana-Antoniego-Jana, a dwa lata później jeszcze Aleksandra-Józefa-Gabriela (oprócz synów mieli jeszcze córkę Agnieszkę, wydaną w roku 1772 za Michała Rogawskiego vel Rogowskiego). Agnieszka (żona Józefa) zmarła młodo, w wieku 35 lat w roku 1768 i została pochowana pod amboną w kościele. Józef przeżył żonę o 36 lat – zmarł w roku Insurekcji Kościuszkowskiej, pochowany w kościele. Synowi wiedli przykładne życie drobnej szlachty: Franciszek z żoną Katarzyną pod koniec XVIII wieku został dziedzicem Niegowonic, Walenty pozostał w Mirzowicach, gdzie zmarł „nagle (w wieku 66 lat) w roku 1813. Dłużej żył Antoni (czyli pewnie Felicjan-Antoni…), chorąży kawalerii narodowej, zmarły w roku 1842. Któryś z braci – nie wiem który – miał syna Tomasza, ożenionego z Józefą z Rogowskich, którzy z kolei mieli przynajmniej dwoje dzieci, zmarłych „w kwiecie wieku”: Józefę i Józefa.
Część Chruszczobrodu należąca do Grabiańskich (dawne Mirzowice) nie była w tym czasie zbyt rozległa. W latach 1790-1792 obejmowała 29 domów (w tym to, co najważniejsze: dwór, karczmę i młyn) oraz liczyła 106 mieszkańców. W roku 1827 sam folwark obejmował 373 morgi powierzchni (reszta tej części Chruszczobrodu dodatkowe 507 mórg). W roku 1879 odkryto tutaj pokłady galmanu.

Nie odnaleźliśmy miasta, chociaż mamy Rynek. Poszukiwania historyczne doprowadziły nas za to do odkrycia nieistniejącej już wioski i wyprostowania nieprawdziwych informacji, pojawiających się tu i ówdzie, łączących owe Mirzowice z położonymi kilkanaście kilometrów na wschód Mierzęcicami. Zawsze to coś. Mały okruch historii, warty uwagi i kronikarskiej wzmianki. Gniazdo rodowe Mirzowskich znikło w otchłani wieków, podobnie zresztą jak sama rodzina. Dosyć znaczący u schyłku średniowiecza ród znikł, a wraz z nim i pamięć o nim. Przetrwała tylko legenda o mieście, które miał założyć jakiś Jan albo Mikołaj. Poza owym rzeczywiście tajemniczym Rynkiem nic z tej legendy do dziś nie zostało. Mogło też być tak, że Szwedzi, którzy jako regiment rajtarów pojawili się w okolicy w czasie oblężenia Krakowa (1655) w celach – że tak powiem – aprowizacyjnych, zniszczyli wieś, a jej pozostałości (dwór, folwark) weszły później w skład pobliskiego Chruszczobrodu. To wszystko jednak są już tylko spekulacje, a pytań rodzi się więcej niż odpowiedzi. Na niektóre z nich być może udało się niniejszym odpowiedzieć.

* * *
Jest to znacznie rozszerzona wersja tekstu „W poszukiwaniu zaginionego miasta”, który ukazał się na łamach dąbrowskiego „Pulsu Zagłębia” gdzieś przed rokiem 2000, a następnie wszedł jako rozdział do książki „Na tropach legendy… Szkice z dziejów Zagłębia”, Będzin 2003 (zob.: Bibliografia).


Tekst pochodzi ze strony http://mojezaglebie.blogspot.com/ 

 

Jarosław Krajniewski

rocznik ’71  historyk, archiwista, regionalista, muzealnik. Krzyżak urodzony i szkolony w Toruniu. Zagłębiak z wyboru. Zainteresowania trochę zbyt renesansowe, żeby wszystkiemu podołać. Obecnie jako szczęśliwy mąż i ojciec piątki dzieci mieszka w zielonej dzielnicy Dąbrowy Górniczej. Prowadzi blog Moje Zagłębie http://www.mojezaglebie.blogspot.com

komentarze

  1. Grzegorz Towarek
    Listopad 13, 2012 at 8:57 pm

    Bardzo miło, że pojawił się tutaj tekst pana Jarosława Krajniewskiego … Pan Jarosław jest w tej chwili chyba jedynym historykiem, który bada i opisuje te najstarsze dzieje naszego regionu i zarazem przedstawia je w sposób fachowy, przystępny i ciekawy …
    Ps.
    Może pan Krajniewski widząc tutaj swój tekst w układzie czarne litery na białym tle, pomyśli czy nie mogłoby być u niego na blogu podobnie :)
    Jest odwrotnie a to dużo bardziej męczy wzrok przy lekturze, w moim odczuciu …

1 komentarz

  1. Bardzo dobry artykuł! Super, dziękuję!

Dodaj komentarz

© 2011 Klub Zagłębiowski
Designed by Wpshower / Powered by WordPress