Historia budowy sosnowieckiego ratusza

Artykuł dodany / Maj 16, 2013
SM0_1-C-1007-3

„Miasto Sosnowiec wraz ze swoimi obywatelkami i obywatelami niech rośnie, niech rozwija się na chwałę i pożytek najjaśniejszej RP – niech żyje!”  – takimi oto słowy Czesław Jankowski, burmistrz Sosnowca w latach 1919-20, zakończył swe wystąpienie podczas uroczystego otwarcia gmachu Ratusza. Ale zanim do tego doszło, miasto musiało się sporo naczekać. Poznajmy koleje losu budowy reprezentacyjnego gmachu sosnowieckiego magistratu, który mieści się tam od lat 30. XX wieku, aż do dziś.

Początki

Pierwszą siedzibą władz miejskich Sosnowca, od momentu jego powołania w roku 1902, była kamienica przy ulicy Mikołajewskiej 6-8 (obecnie Kołłątaja – zdjęcie 01) – ta sama, w której w latach 1919-1920 mieszkała Pola Negri. Ze względu na skromne, jak na stutysięczne miasto warunki, wynajmowano jeszcze inne lokale w mieście – m.in. przy ul. Sadowej 10 (zdjęcie 02) oraz Fabrycznej (lokal należący do miejskiego architekta Pomianowskiego). Generowało to dodatkowe koszty dla kasy miejskiej.

W roku 1915 urzędnicy przenieśli się do dwupiętrowej oficyny w kamienicy czynszowej przy ul. Warszawskiej 6, będącej własnością rodziny Mrokowskich (zdjęcie 03). Taki stan rzeczy miał przetrwać, jak się okazało, aż do roku 1934.

Obie lokalizacje, zarówno przy ul. Kołłątaja jak i przy ul. Warszawskiej, były o wiele za małe jak na prężnie rozwijające się miasto, a warunki pracy urzędników były iście spartańskie. Palącą potrzebą stała się budowa ratusza z prawdziwego zdarzenia. Obok powodów ściśle praktycznych, istotne były także względy reprezentacyjne – bądź co bądź Sosnowiec w okresie międzywojennym był w pierwszej dziesiątce miast w Polsce pod względem ilości mieszkańców. Ta wysoka pozycja w rankingu nie była poparta jednak wysokością osiąganych dochodów, co więcej, tuż po zakończeniu I wojny światowej, miasto nie posiadało nawet żadnego własnego budynku ani parceli (60% powierzchni gruntów należało do Sosnowieckiego Towarzystwa Kopalń i Zakładów Hutniczych i Gwarectwa Hr. Renard).

Zabudowa Sosnowca powstawała bez żadnych planów, była bardzo przypadkowa i pozbawiona infrastruktury techniczno-sanitarnej.

Zdjęcie 01 – ul. Kołłątaja 6-8

Zdjęcie 02 – ul. Sadowa 10

Zdjęcie 03 - ul. Warszawska 6

Nowe Centrum

W roku 1918 Niemcy, którzy okupowali Sosnowiec od roku 1915, zlecili krakowskiemu architektowi i urbaniście – prof. Janowi Rakowiczowi (żył w latach 1851 – 1926, ciekawostką jest, że jako kierownik Biura Regulacji Miasta Krakowa opracował plan rozbudowy miasta) – opracowanie perspektywicznego planu zabudowy Sosnowca. Osią nowego centrum miała stać się nowa ulica Pierackiego (dzisiejsza Al. Zwycięstwa) z ratuszem, wokół którego zaplanowano coś na kształt rynku, czy też centralnego placu.

Plany te musiały czekać na urzeczywistnienie aż do przełomu lat 20. i 30. Korzystając ze środków tzw. pożyczki ulenowskiej[1] rozpisano wtedy serię konkursów na budowę gmachów użyteczności publicznej, które zostały wybudowane już w latach 30.: ubezpieczalnia społeczna (1933 r.), siedziba Izby Przemysłowo-Handlowej (1932), bank „Społem” (1935, znany także jako Dom Tropałłera), poczta (styczeń 1936), Gimnazjum im. Emilii Plater, centrala telefoniczna.

Najważniejszym budynkiem okolicy, którą można nazwać Nowym Centrum, miał stać się ratusz. Planowano, że reprezentacyjna arteria centrum miasta będzie biec dalej od ratusza, aż do Przemszy. Wokół niej miały powstać nowe kwartały zabudowy[2].

Decyzja o budowie

Środki na budowę ratusza znalazły się roku 1933, kiedy to powstał w Polsce Fundusz Pracy. Była to instytucja mająca na celu łagodzenie skutków bezrobocia będącego wynikiem światowego kryzysu zapoczątkowanego krachem na Wall Street w roku 1929. Pożyczki udzielane przez Fundusz pozwalały sfinansować inwestycje, które w innym przypadku nie mogłyby być prowadzone (np. roboty publiczne w wielu miastach Polski).

Zarząd Miejski Sosnowca wystąpił do Funduszu o pożyczkę na wykonanie szeregu prac o charakterze publicznym, tj. budowę ratusza (527 tys. zł.), basenu (156 tys. zł.), strategicznego mostu na Przemszy (80 tys. zł.), założenie parku miejskiego (132 tys. zł.). pożyczka na budowę ratusza została przyznana i w dniu 5 lipca 1933 roku Komisaryczny Prezydent m. Sosnowca Wincenty Kuźniak podjął decyzję o rozpoczęciu prac. Decyzja została zatwierdzona 26 lipca tegoż roku przez Wojewodę Kieleckiego, Władysława Dziadosza.

W lutym 1934 roku nabyto od Towarzystwa Kopalń i Zakładów Hutniczych Sosnowca SA teren o powierzchni 7.240 m2 (drogą zamiany za grunt o powierzchni 8.543 m2 przy ul. Dalekiej), znajdujący się na hałdach pozostałych po hucie cynku Emma (zdjęcie 04). Oprócz ratusza w tym miejscu miała biec dalsza część ul. Pierackiego wraz z zabudową (o czym była mowa powyżej).

Zdjęcie 04 – hałdy po Hucie Emma

Zdjęcie 4a – magistrat po wybudowaniu

Zdjęcie 4b – ratusz tuż po wybudowaniu

Konkurs

10 września 1933 roku rozpisano konkurs zamknięty na projekt magistratu. Do udziału w nim zostali zaproszeni przede wszystkim architekci z Sosnowca – Rudzki, Wąs, Telatycki, Filipczyński. O projekt poproszono także dwóch uznanej sławy architektów – Czesława Przybylskiego (wybitny przedstawiciel modernizmu) oraz Jerzego Struszkiewicza. W założeniach konkursowych zapisano, że styl budynku powinien być oparty na motywach klasycznych, ponadto istotne było usytuowanie budynku w osi nowoprojektowanej drogi przez hałdy (ówczesna ulica Pierackiego, obecnie Aleja Zwycięstwa) oraz wartość gospodarcza planu. Szczególnie interesujące jest motto konkursu: „Nie dawnością i historecznemi tradycjami ale pracą – tem prawdziwem dostojeństwem człowieka i obywatela szczycić się może gród Sosnowiec”. Przewidziano 1.000 zł. wynagrodzenia za szkic i tyle samo nagrody za zakupione projekty.

W odpowiedzi na zapytania przysłano 5 projektów (przy czym ostatni projekt nadesłano 1 dzień po terminie, ale ze względu na krótki okres czasu na przygotowanie ofert, zgodzono się aby go nie odrzucać ) jednak w opinii Komisji Konkursowej „żaden nie może być postawiony na pierwszym miejscu”.

Projekty

Prace konkursowe niestety nie zachowały się ani w archiwum miejskim ani w archiwum państwowym. Aby wyobrazić sobie jak poszczególni architekci widzieli budynek magistratu, należy posłużyć się opinią sądu konkursowego (w składzie którego byli: Komisaryczny Prezydent Miasta W. Kuźniak, członek rady przybocznej J. Bereszko, architekci W. Piotrowski i W. Krzyżanowski[3]). Wg niej żaden ze zgłoszonych projektów nie mógł zostać zrealizowany ze względu na szereg wad. Poniżej krótko opisane są główne zarzuty do poszczególnych prac (pisownia oryginalna zaczerpnięta z opinii konkursowych):

1 – godło ZARYS, autorzy: Telatycki/Wąs

Budowla o masach poprzerywanych, o wąskiem przedpolu, nie daje z żadnej strony spokojnego widoku. W rzutach poziomych poza szczegółowymi zaletami brak dobrych schodów i przejrzystej komunikacji. Przedpokój prezydialny źle rozwinięty, brak dostatecznego związania środków korpusu z bocznemi – są więc miejsca ciemniejsze i martwe. Rozwiązanie sali obrad wadliwe z powodu nasunięcia jej oś korytarza. Fasady mało charakterystyczne.

2 – godło Forum Publicum, autor: W. Filipczyński (prowadzi działalność w Sosnowcu przy ulicy Wiejskiej 8 (dziś Kierocińskiej)

Zbyt rozległe podwórze – zajmuje zbyt wiele placu. Główne wejście od początku pogmatwane, segmentowy występ korytarza przy sali nie rozwiązuje tej części gmachu szczęśliwie. Układ biur poprawny ale dojścia do nich nie wykluczają pomyłek. Fasady oparte na niewłaściwych wzorach XIX wiecznych.

3 – godło „13”, autor: T. Rudzki

Budowla usytuowana na całym niemal placu, ale jej tarasowe wyskoki od frontu gmachu ku tyłowi dają większe poczucie przestrzeni. Dwa wejścia do gmachu, z dwóch przeciwnych stron, stwarzają niepożądaną komunikację przelotową. Wadliwe rozmieszczenie klatek schodowych. Ustępy publiczne po obu stronach reprezentacyjnego portyku niedopuszczalne.

4 – godło „Dwa młoty na pierścieniu”, autor: J. Struszkiewicz

Kubatura mylnie obliczona, elewacje pomniejszają zalety rzutów poziomych, które są przejrzyste, celowe i nie pozbawione świeżości. Formy elewacji nie odpowiadają wnętrzu, nie związanie wieży z resztą mas budynku dalekiego od cech monumentalnych dzieł klasycznych.

5 – godło „WIT”, autor: W. Gąsiorowski (Kielce)

Sytuacja – korzystniejsze byłoby przesunięcie [gmachu]  na tylną krawędź placu. W rzutach uderza przesadna ilość wejść i za obszerna rozbudowa przyciemnionych sieni po obu stronach głównej klatki schodowej. Układ biur nie przemyślany. Nieczem nieusprawiedliwiona kopuła na korpusie środkowym nie przyczynia się do nadania budynkowi właściwego wyglądu.

Na polecenie W. Kuźniaka, architekt miejski Stanisław Dankowski[4] wykonał szkicowy projekt gmachu Ratusza bazując na pozytywnych elementach pięciu nadesłanych prac konkursowych. Eklektyczny koncept Dankowskiego zyskał przychylność Sądu Konkursowego. Poniżej przytoczona jest opinia W. Krzyżanowskiego, na podstawie której podjęto decyzję o budowie:

„(…) przewyższa zaletami rzutów poziomego i [jest] spokojniejszy. W monumentalnym zakroju elewacji nawiązuje nieco do nr 1 ale bardziej umiejętnie naświetla węzły korytarza i znacznie lepiej wygląda architektura zewnętrzna. Niedociągnięcia: główne wejście zdławione, silniejsze zaakcentowanie początku obu głównych klatek schodowych, rozwiązanie galerii nad głowami prezydium w sali radzieckiej jest pomyłką – raczej [należy] umieścić 2 boczne galerie przy klatkach schodowych. Fasada – zbędne okno w końcówkach korytarzy.”

Zdjęcie 05 – pasy lizen

Zdjęcie 06 – fryz pod gzymsem

Zdjęcie 07 - panorama

Budowa

Prace budowlane rozpoczęto w połowie października 1933 roku a ukończono w końcu sierpnia roku następnego (zdjęcia 04a i 04b; drugie zdjęcie przedstawia świeżo wybudowany budynek magistratu, w tle od lewej strony widać wyburzoną w 1938 cerkiew św. Mikołaja, willę Gallota, gimnazjum E. Plater). Całość prowadzona była systemem gospodarczym, w szczególności siłami bezrobotnych. Komitet Budowy tworzyli: Komisaryczny Prezydent Miasta Kuźniak a potem H. Almstaedt, członkowie rady przybocznej J. Bereszko, E. Salak, A. Likiernik, J. Hackenberg, naczelnik H. Mroczkowicz oraz arch. Stanisław Dankowski.

Koszt wybudowania ratusza wraz z urządzeniem sali Rady Miasta, sali posiedzeń Zarządu Miejskiego oraz sal dla poszczególnych klubów radnych zamknął się w kwocie 620 tys. zł.

Warto odnotować, że 2 września 1933 roku Prezydent Sosnowca otrzymał upomnienie od Ministra Spraw Wewnętrznych, który żądał sprawozdania wyjaśniającego podjęcie decyzji o budowie. Powoływał się on na zakaz wznoszenia przez związki komunalne nowych lub rozbudowę istniejących budynków do 1 kwietnia 1935 roku. W odpowiedzi Prezydent Sosnowca stwierdził, że na ogólnopolskiej konferencji ws. Funduszu Pracy kładziono nacisk na inwestycje samorządowe w Zagłębiu Dąbrowskim. Samorząd zrealizował ten postulat dodatkowo angażując do budowy przede wszystkim bezrobotnych. Innym argumentem była znaczna wysokość czynszu w siedzibie magistratu przy ul. Warszawskiej. Należy przypuszczać, że tłumaczenia odniosły skutek i władza centralna już więcej nie rzucała kłód pod nogi sosnowieckiemu samorządowi.

Gmach

Koniec końców, w Sosnowcu powstał ratusz w formie kubicznej bryły na rzucie zbliżonym do litery H. Budynek centralny okalają wysunięte przed front i tył dwa skrzydła.

Wszystkie elewacje są zorientowane wertykalnie poprzez zastosowanie lizen[5] (zdjęcie 05), które są jedynym, obok płaskiego fryzu pod gzymsem (zdjęcie 06), architektonicznym detalem. To realizacja jednej z podstawowych cech modernizmu – pozbawienie fasady wszelkich dekoracji i skupienie się na funkcjonalnej stronie budowli.

Zdjęcie 08 – zablendowane pasy lizen

Zdjęcie 09 – elewacja boczna

Zdjęcie 10 – ryzalit

Ogromne wrażenie spokoju, harmonii i elegancji odnosi się patrząc na front gmachu (zdjęcie 07). Podłużny budynek główny z równo rozłożonymi oknami dopełniają usytuowane po bokach budynki boczne, które są zamknięte zablendowanymi pasami lizen (zdjęcie 08).

Elewacje boczne są 3-osiowe, przy czym oś środkowa jest wyróżniona wysuniętym potrójnym pasem lizen (zdjęcie 09). Jest to sposób na zaakcentowanie bocznych klatek schodowych – czyli raz jeszcze forma budynku podkreśla jego utylitarność (pionowy bieg klatek – podłużne lizeny).

Tylną elewację wyróżnia mocno wyodrębniony półokrągły ryzalit (zdjęcie 10) zakłócający kubiczność budynku, w którym  mieści się sala narad oraz sala posiedzeń Rady Miejskiej. Podobnie jak od frontu, również z tyłu budynku zastosowano zablendowane pasy lizen jako element dekoracji bocznych skrzydeł. Wszystko to podkreśla symetryczność całego rozwiązania architektonicznego.

Orzeczenia znawców, w tym m.in. Wacława Krzyżanowskiego, mówiły o konieczności oczyszczenia przedpola gmachu, aż do Alei 3 Maja, w celu jego dobrej ekspozycji (zdjęcie 11). Niestety ten postulat nie został spełniony – zasadzono dwa rzędy drzewek na reprezentacyjnym deptaku, będącym środkowa osią ówczesnej ul. Pierackiego (zdjęcie 11). Drzewka rozrosły się przesłaniając w dużej części widok na gmach ratusza (zdjęcie 12).

Wnioski z przeglądu budynku obejmowały ponadto konieczność większego uzbrojenia trzech portali drzwi wejściowych oraz uzupełnienie elewacji frontowej o herb Sosnowca (ale bez napisu na fasadzie). W sali radzieckiej na 2 piętrze postulowano „zmniejszenie skali ornamentu na pilastrach i większe ich zharmonizowanie ze skalą dolnych ozdób nad drzwiami do lóż prowadzącymi” (pisownia oryginalna). W prawym skrzydle stwierdzono nieznaczny ruch fundamentu i zauważono, że posadzka nie wszędzie została równo położona. W suterenach planowano zorganizować schron przeciwgazowy.

Uzupełniając wątek terenu wokół ratusza, zacytuję fragment artykułu P. Jaworskiego: „W latach czterdziestych i pięćdziesiątych uzupełniono istniejącą zabudowę pierzejową przed ratuszem, wznosząc budynki o zredukowanej kompozycji, pozbawione symboliki i dekoracji. Proste bryły z oszczędnym detalem. Plac przed budynkiem, który miał pełnić funkcję rynku, wykorzystano jako parking.”[6]

Zdjęcie 11 – ul. Pierackiego (dzisiejsza Al. Zwycięstwa)

Zdjęcie 12 – przedpole oczyszczone

Zdjęcie 13 – przedpole

Wielkie Otwarcie

Uroczyste otwarcie nowo wybudowanego Ratusza nastąpiło 7 grudnia 1934 roku w obecności Wojewody Kieleckiego Dziadosza, byłych prezydentów miasta Sosnowca oraz starosty będzińskiego Boxy. Oprócz nich w ceremonii uczestniczyło wielu innych znamienitych gości. Warto odnotować listę zaproszonych gości, na której obok przedstawicieli duchowieństwa (księża, gmina żydowska, pastor) znaleźli się przemysłowcy: Malplat, Condamin, Dophen, Brockard, Gadomski, Zieleniewski, Włodzimierz Dietel, Servau, Jaguczański, Dupanloup, Pirszel, Żukowski, W. Schoen, Bielecki, Landau, Andrzej Woźniak, Kraupe, Lamprecht, Wesserberger.

Nabożeństwo w kościele parafialnym p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny odprawił  ks. kanonik Jankowski. Uroczysty pochód przeszedł ulicami Małachowskiego – Pierackiego. Z wielu przemówień warto szczególnie wyróżnić jedno – byłego prezydenta miasta, Czesław Jankowskiego. Pod koniec swego wystąpienia wzniósł okrzyk: „Miasto Sosnowiec wraz ze swoimi obywatelkami i obywatelami niech rośnie, niech rozwija się na chwałę i pożytek najjaśniejszej RP – niech żyje!”.

Pod koniec uroczystości zaśpiewał chór pracowników ubezpieczalni społecznej pod batutą p. Powiadowskiego, zagrała także orkiestra straży ogniowej Gwarectwa Renard.

Zaznaczmy, że nie była to jedyna w tym dniu uroczystość w Zagłębiu. O g. 12.30 Wojewoda, Starosta wraz z lokalnymi oficjelami udali się do Łagiszy, na skrzyżowanie dróg Nowy Bieruń – Częstochowa z drogą Dąbrowa Górnicza – Sączów. Odbyło się tam uroczyste oddanie do użytku sporego fragmentu drogi klinkierowej. Przemawiali m.in. wójt gminy Łagisza p. Dróżdż, dyrektor uruchomionej w grudniu 1932 roku klinkierni Gródków – inżynier Laubitz oraz starosta Boxa. Po powrocie do Sosnowca, o g. 15.30 odbyło się śniadanie urzędowe w salach Stowarzyszenia Techników w Sosnowcu i tak zakończył się bogaty w wydarzenia lokalne dzień.

 

Źródła:

AP 776/2108

Kurier Zachodni 10.12.1934 nr 338

http://www.sosnowiec.info.pl/informacje-o-miescie/historia,2,2,33,8,33

fotopolska.pl

Narodowe Archiwum Cyfrowe – zdjęcie pierwsze, sygnatura: 1-c-1007-3 http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/178280/4580a9534f3ad45fb0adfd14e853722a/

Paweł Jaworski – Ratusz w Sosnowcu: Pomiędzy faszyzującym modernizmem a „stylem urzędniczym”


[1] W latach międzywojennych wiele polskich miast (m.in. Piotrków, Częstochowa) korzystało z pożyczek amerykańskiej firmy „Ulen and Co”. Środki przeznaczone były na inwestycje komunalne. W Sosnowcu wybudowano dzięki niej m.in. wodociągi. Firma miała swoją siedzibę na rogu ulic na rogu Sienkiewicza i Teatralnej.

[2] Na podstawie informacji zawartej w publikacji Pawła Jaworskiego – Ratusz w Sosnowcu: Pomiędzy faszyzującym modernizmem a „stylem urzędniczym” – dowiadujemy się, że „z realizacji tej części planu zrezygnowano na rzecz wcielenia zasad urbanistyki modernistycznej. Nowy paradygmat kompozycyjny przyniósł ze sobą przede wszystkim zagładę formy ulicy: zrezygnowano z organizowania przestrzeni zamkniętej pierzejami o wyraźnie

ograniczonych proporcjach, a zarazem zaniechano projektowania otwarć i zamknięć. Dodatkowym zakłóceniem kompozycji była zmiana skali, gdyż wzniesione w miejscu przewidywanych kwartałów wieżowce znacząco przewyższały dotychczasową dominantę [tj. ratusz]. Układ przedwojenny i osiedle rozdzielono potężną arterią komunikacyjną [ul. Mościckiego], przy której vis à vis ratusza zbudowano dworzec autobusowy. wieżowce awansowały do rangi nowej dominanty w układzie śródmieścia.

[3] Warto zaznaczyć, że osoba W. Krzyżanowskiego była znacząca jeśli chodzi o Sąd Konkursowy – głównie jego opinie były brane pod uwagę przy ocenie prac oraz późniejszych losach projektu ratusza. Profesor Krzyżanowski był wybitnym architektem w międzywojennej Polsce.

[4] Dankowski pełnił funkcję miejskiego architekta od roku 1917. Jedynym udokumentowanym osiągnięciem, do którego udało się dotrzeć autorowi, była pierwsza nagroda  (1 tys. koron) w konkursie na projekt kasyna we Lwowie w roku 1910.

[5] Lizena – pionowy, płaski pas muru występujący nieco z jego lica.

[6] Paweł Jaworski – Ratusz w Sosnowcu: Pomiędzy faszyzującym modernizmem a „stylem urzędniczym”

 

Marcin Lora

Sosnowiczanin w drugim pokoleniu. Kocha swoje miasto i wszystko, co z nim związane. W Magazynie pisze o architekturze.

komentarze

  1. Janusz
    Maj 17, 2013 at 7:11 am

    Serdecznie dziękuję za kolejny artykuł o architekturze Sosnowca.
    Może uda mi się doczekać opisu o gmachu „Rozwój” (dzisiejsza Komenda Główna Policji-ulica Sienkiewicza)
    Pozdrawiam „JoteS-46”
    P.S.
    Wpisując w google – „chełm lubelski starostwo powiatowe” – a potem „kliknąć”w przeglądarce zakładkę „Grafika”—zobaczymy na zdjęciach jak”żywy” nasz Urząd Miejski.Czyżby ci sami architekci ???

  2. Anna Urgacz
    Maj 17, 2013 at 7:51 am

    Panie Januszu, z moich informacji wynika, że budynek KMP to dawna kamienica Reicherów, ale oczywiście mogę się mylić.

    Marcin, dobra robota!

  3. Marcin Lora
    Maj 17, 2013 at 8:08 am

    Panie Januszu – odnośnie starostwa chełmskiego – rzeczywiście, oba gmachy dosyć podobne – ale nasz sosnowiecki ze wszech miar piękniejszy – subtelniejsza sylwetka, wyważone proporcje i nie tak „nudny”, jak ten chelmski. Zróżnicowanie wysokości bocznych skrzydeł w stosunku do budynku głównego, znacznie ożywia całą kompozycję. W tym chełmskim podobają i się tylko centralne lizeny.
    jeśli chodzi o KMP – sam bym chciał poznać historię i architektów – niestety do tej pory nie trafiłem na żaden ślad :( Więc też czekam.

  4. Janusz
    Maj 17, 2013 at 5:12 pm

    Uzupełnię — o zabudowie powojennej wokół Urzędu Miejskiego
    (swego czasu pisałem o tym do red.J.Lewanda)
    Budynki wokół Urzędu Miejskiego (4-ro piętrowe)
    powstałe po wojnie z charakterystycznym łukowymi przejściami
    (jak w Warszawie MDM i Nowej Hucie)
    nazwano Sosnowieckim MDM.Ponad 55 lat temu,,tylko w Sosnowcu, w Domu Górnika na ul:ŻYTNIEJ 10
    słyszałem jak śpiewał o tym naszym MDM, Janusz Gniatkowski–piosenka banalna, jak piosenka z tamtych czasów ,
    chodzi o sentyment,że to o Naszym Sosnowcu.
    Cierpliwie po pół wieku odnaleziona w archiwum radiowym.
    Oto fragment piosenki —
    ……Jak nam dobrze tu będzie kochanie
    Gdy marzenie przestanie być snem
    Gdy na starych hałdach powstanie
    Sosnowieckie MDM……
    Całość tekstu, piosenkę ,oraz specjalny, dla mnie,autograf od J.Gniatkowskiego
    (na karcie z autografem jest widoczne foto uczniów na tyłach Urzędu, przygotują cegłę z rozbiórki która też „pójdzie”na Sosnowiecki MDM,oraz foto na schodach Domu Górnika z tamtego okresu)
    (Całość jest dostępna na okres 30 dni na stronie

    http://www.voila.pl/113/mimv6

    Pozdrawiam JoteS-46
    P.S.
    Niestety,nie zdążyłem uzyskać zgody od mego Przyjaciela J.Gniatkowskiego na publiczne udostępnienie(nieoczekiwanie zmarł)i dlatego w takiej formie przekazuję.

  5. Marcin Lora
    Maj 17, 2013 at 6:08 pm

    Świetna historia, dodam, że mnie się bardzo podoba ten sosnowiecki MDM. I nawet nie gryzie się za bardzo z przepięknymi przedwojennymi kamienicami.

  6. Maj 25, 2013 at 4:00 pm

    Panie Marcinie ! Zewnątrz widoczne są tylko fasady budynków. Dla jednych niezwykle ciekawe dla innych, może i ciekawe pod względem zabudowy architektonicznej, ale już jak na dzisiejsze czasy – to tylko „starocie”. Ale warto zajrzeć też do środka. No cóż ! Wydawać by się mogło, że za czasów PRL budowano mieszkania niezbyt komfortowe pod względem metrażu. Wiadomo M-1, M-2, M-3 i M-4, a nawet i M -5. Niektóre „ze ślepą” kuchnią (kuchnia pozbawiona okna). To te dla ludu pracy…… W zależności od liczby rodziny, plus centralne ogrzewanie, gaz i WC. Ale w tych budynkach są zapewne też ukryte mieszkania o jakich dzisiaj można tylko w bajkowych snach pomarzyć. I to nawet jak na dzisiejsze czasy. Przynajmniej jedno takie kiedyś poznałem……
    Były to już bardzo późne lata 50. XX wieku. W tym czasie bardzo często po treningach „wpadałem” do kawiarni Savoy, by przy małej kawie pogawędzić z koleżankami i kolegami, którzy już z dyplomem wyższych studiów zaczynali swoje kariery zawodowe. Przypominam sobie, że dla większości Polaków były to jeszcze wyjątkowo żebracze lata. Najczęściej starzy sosnowiczanie, których korzenie sięgały tych stron jeszcze pierwszej połowy XIX wieku gnieździli się tam, gdzie po raz pierwszy zamieszkali ich dziadowie. Natomiast do dynamicznie rozwijającego się wówczas w Sosnowcu przemysłu sprowadzano już z różnych stron pracowników. Najczęściej za wyrażoną zgodę na podjęcie pracy w określonym zakładzie pracy już na wstępie „zwerbowanej” osobie oferowano mieszkanie w nowo wznoszonych budynkach. Znam takie przypadki z własnej autopsji. Ci z kolei starzy i schorowani sosnowiczanie z XIX wiecznym glejtem, niektórzy nawet zasłużeni ofiarnym poświęceniem w pracy konspiracyjnej w czasach okupacji niemieckiej już byli traktowani jako element podejrzany i spychano ich do kosza niepamięci…… Najczęściej więc zamiast bohaterskich cokołów, no powiedzmy ludzkiej przyzwoitej wdzięczności, czekała ich na starość w zadzie tylko eksmisja i udręka. Szczególnie dotyczyło to starszych wiekiem samotnych matek, jakie pozostały jeszcze w dawnych urzędniczych przedwojennych mieszkaniach, gdyż ich dzieci założyły już wtedy swoje rodziny, a mężowie odeszli z tego świata….. Przepraszam za skróty myślowe.
    No cóż ! Obowiązywała wówczas wszystkich tak zwana proletariacka sprawiedliwa „norma zasiedlenia”. Czyli jednej osobie przysługiwał ponoć tylko jeden lokal + malutka bez okna kuchenka (lub wnęka z malutką kuchenką) + centralne ogrzewanie i WC. Na taki jednak królewski przydział trzeba było sobie wtedy jednak zasłużyć……. Tym starym przydzielano więc najczęściej jedną izdebkę w starym jeszcze budownictwie. Często jeszcze izdebkę kuchenną – piec opalany węglem (nie centralne ogrzewanie !) – wyodrębnioną z większego dawnego mieszkania. Znam taki przypadek z własnej autopsji. Ale do rzeczy……
    Pewnego dnia, gdy przybywałem w Savoyu, jeden z moich bardzo mi bliskich kolegów, zresztą też kolega klasowy ze „Staszica” poprosił mnie bym mu towarzyszył w podlewaniu kwiatków, gdyż osoba z jego rodziny wyjechała na tak zwane zakładowe wczasy. I wtedy na tym MDM-owskim osiedlu nagle odkryłem coś co powaliło mnie z nóg. Okazało się, że mieszkanie dla małżeństwa trzyosobowego i to w centrum Sosnowca, jest zamieszkiwane z pominięciem „normy zasiedlania”. Może nie będę już przedłużał tego zbyt długiego wywodu, a tylko wspomnę, że na pierwszym piętrze, lub trzecim (dzisiaj już nie pamiętam) w jednym z budynków, w pobliżu Ratusza, tylko jedna izba tak zwana gościnna wynosiła kilkadziesiąt metrów kwadratowych. Podobno już w trakcie wznoszenia tego okazałego budynku usunięto ściany działowe pomiędzy innymi izbami i zaoferowano temu Panu takie wielkie gościnne cacko….. Stałem zdumiony i nie mogłem pojąć jak tego dokonano ?….. I wtedy zadałem może naiwne i głupie, ale szczere pytanie mojemu kochanemu koledze. Jak to Jasiu było możliwie ?…. I zdumiony usłyszałem prostą jak z bicza odpowiedź. Kochany Januszku ! Ty już w „Staszicu” bujałeś w obłokach, a „to tylko ,plecy’ mocne i pewne ,plecy’, a nie jak to wiecznie bredzisz i nas moralizujesz – wyższe wartości ludzkie, poświecenie dla Ojczyzny, konstytucja, ustawy i normy prawne – decydują o kolejach twego życia….. Tak ponoć zawsze bywało i tak ponoć zawsze też będzie”……. A może jednak mój serdeczny nota bene kolega klasowy jednak się mylił ?….. Któż to wie ?….
    Dzisiaj mój kolega o ile jednak jeszcze żyje, to mieszka w wybudowanym willowym „domku jednorodzinnym”, gdyż był ponoć w jednaj z sosnowieckich kopalń zastępcą dyrektora ds. inwestycyjnych. Autor też był i to nawet dwukrotnie zastępcą dyrektora (nie tylko ) i dzięki zbiegowi okoliczności dopiero dzisiaj mieszka w większym niż jego mama mieszkaniu. A tak to przez ostatnie lata gnieździł się w nim razem z syna rodziną. A może jednak faktycznie, gdy uprawiałem wyczynowy sport, to za mało poświęcałem wtedy czasu i wysiłku by wzmocnić swoje „plecy”, a myślałem jak głuptas tylko o wynikach swojej sosnowieckiej drużyny…..
    Serdecznie pozdrawiam.

  7. Marcin Lora
    Maj 27, 2013 at 12:43 pm

    Gdy byłem małym chłopaczkiem często chodziłem z mamą do lekarki – dr Witiuk, która mieszkała w kamienicy na Małachowskiego, naprzeciw budynku banku (obecnie ING) – to wciąż sosnowiecki MDM. I pamiętam, że te mieszkania miały niezmiernie wysokie sufity,a może tylko mi się tak wydawało, bo byłem mały. I jeszcze jedno mieszkanie w tej kamienicy odwiedziłem – chyba pani tłumacz języka angielskiego tam mieszkała – i zdaje się, że wszystkie te mieszkania są ogromne. W sumie nie miałbym nic przeciw temu, aby tam zamieszkać…

  8. Maj 27, 2013 at 2:23 pm

    Bardzo przepraszam, ale nie miałem nigdy okazji poznania innych wnętrz w tych konkretnych usytuowanych od strony południowej budynkach. Dlatego ustosunkuje się tylko do tego jednego przypadku. To mieszkanie po prostu poznałem gdy miałem już około 23 lata. Celowo w poprzednim artykule nie operowałem szczegółami. Oto teraz dosłownie tylko jeden z nich. Mój serdeczny kolega kiedy zdumiony oglądałem to pomieszczenie, to wyraźnie podkreślił, że dlatego istniała możliwość dokonania aż takiej kolosalnej przebudowy tego wnętrza, gdyż przydział otrzymał inżynier sprawujący nadzór budowlany tego budynku. Czy nadzorował też inne bliźniacze budynki ?…. To tego niestety ale już nigdy nie dociekałem. Nie mam zamiaru konfabulować ! Ale o ile mnie pamięć nie myli, to przebito wtedy dwie lub trzy ścianki działowe, tak że w jedno pomieszczenie obejmowało dwa pokoje + kuchnię ( do kuchni prowadził z pokoju próg, lub dwa progi; kuchnia w każdym bądź razie była na podwyższeniu. Tak przynajmniej po kilkudziesięciu latach to sobie przypominam…….

  9. Maj 27, 2013 at 3:40 pm

    Jeszcze jedno.
    Pomyliłem się, gdyż opisywane mieszkanie mieściło w jednym z bloków usytuowanego od strony północnej, a nie jak napisałem południowej.
    I druga sprawa. Odpowiadam skrótowo i jak zwykle uczciwie, zgodnie z moim sumieniem, na kierowane bezpośrednio do mnie e –maile. Bardzo przepraszam, ale w tak króciutkim komentarzu nie jestem absolutnie w stanie, gdybym nawet miał taki zamiar, ustosunkować się krytycznie do całego powojennego systemu polityczno – społecznego w latach od 1945 – 1989.
    Na pewno jednak za rządów Tow. Edwarda Gierka budowało się tak wiele, przynajmniej porównywalnie wiele, a może i znacznie więcej jak za czasów Eugeniusza Kwiatkowskiego – polskiego wicepremiera, ministra skarbu, przemysłu i handlu mojej sentymentalnej i romantycznej II Rzeczypospolitej. Przynajmniej w tych latach zniknęło całkowicie bezrobocie i żebracy, czego niestety nigdy nie osiągnięto w mojej ukochanej II Rzeczypospolitej. Taka jest po prostu prawda obiektywna. Oczywiście pomijam cały wątek polityczno –kolaboracyjny, gdyż nie nadaje się, by go uczciwie scharakteryzować w zaledwie tylko kilku zdaniach.
    Serdeczne pozdrowienia.

Dodaj komentarz

© 2011 Klub Zagłębiowski
Designed by Wpshower / Powered by WordPress